Czy pięcioro dzieci ma wpływ na małżeństwo? | MamySie.pl
15908
post-template-default,single,single-post,postid-15908,single-format-standard,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,columns-4,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive

Czy pięcioro dzieci ma wpływ na małżeństwo?

Kiedy znajdujemy się w trudnej sytuacji w małżeństwie, widzimy przed sobą tylko ścianę, myślimy, że nic z tego nie będzie, że mamy dość i…tyle. W tym wywiadzie rozmawiam z Kasią Olszewską, żoną od 15 lat, mamą 5 wspaniałych synów i producentką nosideł dla dzieci, która bardzo szczerze opowiada o swoim małżeństwie, kryzysie, jaki przeszli z mężem, łączeniu rodzicielstwa z małżeństwem i sposobach, by w małżeństwie nie było nudno. Od siebie dodam, że bardzo się cieszę z tego, że mogę Kasię obserwować, czerpać o niej i móc do tego wywiadu wracać. Wiele i w Kasi, i w tym wywiadzie, ciepła. Zresztą, zobaczcie sami.

Marlena: Kasiu, czy uważasz, że małżeństwo daje możliwość rozwoju żonie i mężowi?

Kasia: Czy daje możliwość?! Wręcz wymaga ciągłego rozwoju. 🙂 Wydaje mi się, że stagnacja to bardzo częsty błąd popełniany przez wiele małżeństw. My również nie uniknęliśmy go i wpadliśmy w pułapkę jakiejś takiej ospałości. Wydawało nam się, że jak mamy dzieci, dom, a nawet psa i kota, to już jakoś będzie. A tymczasem w nasze małżeństwo wkradła się nuda. Wiele nas kosztowało wychodzenie na prostą, ale dziś z perspektywy czasu, widzimy ogromne owoce tej pracy. Podjęliśmy konkretne wyzwania i staramy się konsekwentnie dzień po dniu je realizować.

Marlena: A co to za wyzwania?

Kasia: Podstawą naszego małżeńskiego życia jest szczera rozmowa. Dajemy sobie czas i możliwość wypowiadania wzajemnych oczekiwań, wyjaśniania tego, co współmałżonek miał na myśli. Dobrym punktem wyjścia jest założenie, że mąż/żona nie działa na moją niekorzyść. Czasami nam się nie udaje i owszem – potrafimy się pokłócić, ale też łatwiej się godzimy niż kiedyś, zanim wypracowaliśmy nasze porozumienie.

Marlena: Kasiu, a jak rodzicielstwo wpłynęło na Waszą relację w małżeństwie? Co się zmieniło? Jakie najczęściej popełnia się błędy na styku małżeństwa i rodzicielstwa? Czy Wy je popełniliście? Jak je pokonujecie?

Kasia: Rodzicielstwo jest dla nas jak koło napędowe, ponieważ dzieci nie pozwalają się zatrzymać 😀 Ale był taki czas po czwartym synku, że poziom zmęczenia sięgał zenitu i to wtedy oddaliliśmy się od siebie. Męża pochłonęła praca i rozwój firmy. Ja karmiąc malucha, całkowicie skupiłam się na macierzyństwie. Zaczynałam też wtedy rozważać powrót na rynek z działalnością gospodarczą. Mało ze sobą rozmawialiśmy, często za to dochodziło do sprzeczek i różnego rodzaju nieporozumień. Bywały wieczory, kiedy każde z nas siedziało wlepione we własny komputer, a później o innej porze kładliśmy się spać. Pamiętam pierwszą rozmowę z mężem, kiedy mi powiedział co mu przeszkadza, co chciałby, żebyśmy zmienili. Pamiętam też kolejną, po której nastąpił szok i przebudzenie. No, ale ten impuls był nam obojgu potrzebny, żeby zrozumieć, że miłość jest decyzją, a zmiana zachodzi w nas samych. Nie możemy zmienić współmałżonka, możemy zmienić tylko swoje nawyki, przyzwyczajenia czy wady i jest to czasami długi proces, który wymaga cierpliwości i systematyczności. I – co najważniejsze – da się! Naprawdę 🙂

dsc_4772

Marlena: Macie pięcioro dzieci. To wspaniałe, ale i trudne wyzwanie.

Kasia: Dzieci są bardzo ważną częścią naszego życia. Dla mnie pierwsza i piąta ciąża były szczególnymi wydarzeniami. Pierwsza, bo niosła ze sobą nowe doświadczenia, a piąta, ponieważ była zwieńczeniem naszej pracy o lepsze relacje w małżeństwie. Co ciekawe, choć mało odkrywcze, relacje z dziećmi zdecydowanie się poprawiły, kiedy my zakochaliśmy się w sobie na nowo. Wiedziałam o tej zależności z teorii, ale jak miło doświadczyć tego we własnej rodzinie.

Marlena: Macie swoje sposoby na życie w siódemkę?

Kasia: Wprowadziliśmy kilka stałych punktów programu w tygodniowym planie naszej rodziny. Proponujemy różne inicjatywy i pytamy o zdanie. Wieczorami wspólnie się modlimy. Początkowo był to po prostu pacierz. Któregoś wieczoru pokusiliśmy się o „Modlitwę w drodze”, z czasem doszło do niej czytanie fragmentu Pisma Św. Każde z nas kolejnego dnia czytało wybrany fragment i mówiło kilka słów przemyśleń. Zdarza się, że refleksje dzieciaków dają nam do myślenia! Mamy też zawieszoną tablicę, na której zapisujemy zadania: cel dla siebie, który będziemy realizować w danym tygodniu i który będzie nas rozwijał oraz cel dla domu – naszą pracę na rzecz rodziny. Omawianie tablicy zostawiamy sobie na niedzielę podczas obiadu albo kolacji. Jak wiadomo dzieci więcej czerpią przez naśladowanie niż „trucie” 😉 Kiedy wykonujemy wspólnie różne obowiązki i młodzież czuje się traktowana serio, łatwiej o współpracę i zrozumienie. Mamy nadzieję, że dzięki dobrym relacjom z chłopakami, uda nam się przetrwać trudny okres dojrzewania 🙂

dsc_4776

Marlena: W jaki sposób godzicie pracę, obowiązki domowe z pielęgnowaniem Waszej więzi? Co robicie, aby nie dać się rutynie?

Kasia: Czasami jest ciężko przy natłoku obowiązków. W pracy mnóstwo stresów, odpowiedzialność za inne osoby. W domu dzieci nie zawsze współpracują tak, jak byśmy tego oczekiwali. Łatwiej wtedy o zniecierpliwienie i konflikt, ale staramy się mimo wszystko znajdować dla siebie pół godziny na spacer lub bieganie. Przewietrzony umysł radzi sobie lepiej z trudnościami. Zauważyliśmy też, że łatwiej jest mówić o sprawach trudnych idąc. Znajomi pytają nas o czas i o to, z kim zostawiamy dzieci. Bywają dni, kiedy umawiamy się na przerwę w pracy, podczas gdy starsze dzieci są w placówkach, a maluszek jeszcze nie wtrąca się za bardzo w dyskusje, więc albo śpi w wózku lub chuście, albo ogląda świat 🙂 A czas… Pół godziny to naprawdę niewiele i wystarczy wyjść choćby tylko przed dom, a kiedy i to nie przejdzie – znajdujemy w domu taki kąt, w którym nikt nam nie przerwie rozmowy.  Mówimy dzieciom, że potrzebujemy porozmawiać i wykorzystujemy np. moment drzemki maluchów. Świadomie zrezygnowaliśmy dwa lata temu z TV. Zauważyliśmy, że to straszny pożeracz czasu, a naprawdę niewiele wnosił w nasze małżeństwo. Wręcz przeciwnie – odgradzał nas murem od siebie. Mamy pięcioro dzieci i rozumiemy ogrom obowiązków, szczególnie, że na co dzień nie możemy liczyć na pomoc babci, cioci czy niani. Doświadczyliśmy też, że jeśli nie znajdziemy choćby chwili dla siebie, to prędzej czy później zemści się to na nas. Relacja jest procesem, jest ogniem, który przygasa, jeśli nie będzie podsycany.

Marlena: Kiedy poznałyśmy się w małżeńskiej grupie i napisałaś, że masz pięciu synów, pomyślałam sobie: WOW! Emanujesz kobiecością wśród sześciu mężczyzn (małych i dużych). Jak Ty to robisz?

Kasia: Jako żona i mama staram się nie zapominać, że jestem kobietą, w dodatku jedyną w naszej rodzinie. Moją kobiecość odkrywam z każdym rokiem bardziej. Kiedyś, po tym jak poznałam fajnego chłopaka, a obecnego męża, poczułam się szczęśliwa – tak po prostu. Dziś to szczęście i radość kwitnie i choć nie zawsze jest fiołkowo, to cieszę się, że Pan Bóg zestawił nas ze sobą na wspólnej drodze. Różnie też było przez te piętnaście lat, ale w ostatnim czasie (2 lata) postanowiłam trochę zawalczyć o wygląd, lepsze samopoczucie, uśmiech. Stąd bieganie, nawet w ciąży z Misiem, często czerwone paznokcie, spódnice (krótkie, nad kolano ;)), kreska na powiece, ładne włosy. To tak zewnętrznie, trochę na przekór stereotypom, że mamy wielodzietne są zaniedbane, bo zapracowane, bo dzieci, karmienie, pieluchy itd. Walczę też z czytaniem. Był epizod w moim życiu, że nie wystarczało mi czasu i siły na książki. Teraz czytam w telefonie ebooki, czasami słucham audiobooków. Z papierowymi wciąż mi nie po drodze, szeleszczą w czasie karmienia 😉 I jeszcze wykazuję się kulinarnie w czasie świąt i różnych imprez rodzinnych, kiedy zapraszam teściów, szwagrów i staram się ogarnąć całościowo kuchnię. Czasami mam tyły, ponieważ czas nie jest moim sprzymierzeńcem, ale jest smacznie i domowo.

dsc_4781

Marlena: Stereotypom mówimy stanowcze „nie”:)

Kasia: W naszej rodzinie jest zasada, że każdy odpowiada za jej kształt, za relacje, a także za porządek. Z tym ostatnim bywa ciężko, ale mamy podział obowiązków i staramy się je wypełniać. Oczywiście raz jest lepiej, raz gorzej, ale nie ustajemy w walce 😉 Teraz jesteśmy na etapie usuwania wszelkich nadwyżek. Porządkujemy garderobę i zostawiamy niezbędne minimum. Resztę ubrań oddajemy. Podobnie zrobiliśmy ze sprzętami agd, kiedy kupiliśmy robota kuchennego. Dzięki zminimalizowaniu rzeczy, łatwiej zachować porządek i posprzątać dom.

Marlena: Wspominałaś Kasiu o kryzysie. Co pomogło Wam go przetrwać?

Kasia: Nie uniknęliśmy kryzysu, wpadając w rutynę, wir pracy i obowiązków. Pełni pretensji oczekiwaliśmy, że to współmałżonek powinien się zmienić. Może to dziwnie zabrzmi, ale ja w tamtym czasie nie myślałam o nas, że znaleźliśmy się w tak trudnej sytuacji. Dotarło to do mnie z czasem i docierało coraz mocniej z każdą kolejną rozmową z moim mężem. Każde z nas przeżywało kryzys w różnym czasie i jak sobie to później analizowaliśmy – dobrze się stało, inaczej nie bylibyśmy w stanie rozmawiać ze sobą i udzielać sobie wsparcia. A jak wyszliśmy…

Marlena: Jakie znaleźliście sposoby na swój kryzys małżeński?

Kasia: Już wtedy praktykowaliśmy codzienne spacery – pół godziny dla małżeństwa. Czasami było ciężko, milczeliśmy, ale konsekwentnie dreptaliśmy. Zaczęliśmy też wspólnie bywać na Eucharystii w piątki. Modlitwa dawała nam nadzieję, że nic nie dzieje się bez powodu i że nie jesteśmy sami z naszym problemem. Mój mąż w tamtym czasie trenował intensywnie do ultramaratonu (110 km). Starałam się nie przeszkadzać. Widziałam też, że mąż układa tak treningi, żeby w ciągu dnia być z rodziną. Na bieg pojechaliśmy tylko z maluszkiem. Mąż biegł, a ja robiłam za obsługę techniczną. Mieliśmy dużo czasu na bycie tylko ze sobą. Mąż docenił moją obecność i pomoc w czasie ultra, a ja puchłam z dumy, że mam tak niesamowitego męża. Z czasem zaczęliśmy wspólne treningi biegowe. Kiedy rozmowy nie stanowiły już problemu, odkryliśmy się na nowo w… sypialni i znów poczuliśmy się jednością <3 Jak o tym mówię, to wydaje się bułka z masłem, ale cały proces naszej pracy i przemiany trwał ponad pół roku i końca nie widać, a minęło sporo czasu 😀 Przypieczętowaliśmy go odnowieniem przysięgi małżeńskiej, a później był miesiąc miodowy i począł się nasz najmłodszy synek, który jest znakiem obecności Boga w naszym małżeństwie.

dsc_4777

Marlena: Jakie są Wasze sposoby na przeżywanie codzienności w sposób twórczy? Tu pytam o Wasze małe gesty wobec siebie, sposoby na rozwijanie Waszej relacji; możesz podać przepis na „twórczą” randkę, podpowiedzieć pomysł na wysyłanie sobie kartek z wyznaniami miłosnymi, itp.).

Czas dla małżeństwa to kluczowy punkt dnia i chociaż zdarza się, że nie wychodzi nam wspólne wyjście, staramy się nie poddawać i próbujemy na nowo wygospodarować czas lub znaleźć zamiennik spaceru. Zdarzają się wspólne pobyty w łazience – np. jedno z nas się kąpie, drugie towarzyszy z rozmową. Co jakiś czas umawiamy się na oglądanie filmu wieczorem po uśpieniu maluchów. Piszemy do siebie liściki na komunikatorze, szczególnie w sytuacjach, kiedy jedno z nas wyjeżdża z domu. Częściej ja piszę, przeszkadzając mężusiowi w pracy.  Mamy na koncie kilka randek połączonych z wyjazdem męża do pracy. Podróż trwa ok. godziny w jedną stronę. Modlimy się wspólnie, rozmawiamy o ważnych sprawach, o dzieciach i problemach z nimi lub naradzamy się za co pochwalić. Po pracy zazwyczaj szybki obiad w mieście, albo niekoniecznie szybki, w zależności od sytuacji w domu. Na takie wyjścia zazwyczaj zakładam ciuchy, w których podobam się mężowi, o ile mróz nie ściska to spódnicę/sukienkę. W drodze powrotnej czasami rozmawiamy, a czasami… flirtujemy 😉 W domu jeszcze zaczepiamy się, żeby zakończyć randkę wieczorem w sypialni. Zdarzyło nam się kiedyś, że zaszaleliśmy i do domu nie dojechaliśmy… 😉 Na co dzień staramy się pamiętać, że ja lubię kiedy mąż mówi mi o miłości, a i ja staram się nie zapominać o przytulaniu i miłych słówkach pod adresem męża.

Są też sytuacje, które powtarzają się regularnie. Pierwsze środy to taki czas, kiedy mąż wyjeżdża na spotkanie swojego „kółka różańcowego” i wraca bardzo późno. Zawsze na niego czekam, dzwonię jak tylko minie godzina spotkania i rozmawiamy prawie całą jego drogę powrotną do domu. Często później kontynuujemy pogaduchy przy herbacie. To taka odskocznia od codzienności, a jednocześnie prawie rytuał. W codzienności – pijemy razem poranną kawę. Jak mąż pracuje w domu, przychodzę do niego z kubkiem herbaty, z buziakiem, czasem żeby posmyrać po włosach, trochę poprzeszkadzać.

Jest jeszcze coś, co mąż dla mnie robi – kupuje mi kwiaty. Uwielbiam je dostawać! Dawniej nie był taki spontaniczny, aż pewnego dnia przyszedł z bukietem tulipanów i już kolejny rok sprawia mi przyjemność tym gestem.

Marlena: Kasiu, bardzo dziękuję Ci za udzielenie mi wywiadu. Wiele cennych myśli nam przekazałaś i dodałaś otuchy – kryzysy można pokonać. Jeszcze tylko dodaj nam od siebie jak się poznaliście i czym się zajmujecie, gdzie można Was znaleźć.

Kasia: Poznaliśmy się w czasie studiów w DA WAJ. Pojechaliśmy na obóz i tak to się zaczęło 19 lat temu 🙂 Po czterech latach wzięliśmy ślub cywilny, a kilka miesięcy później powiedzieliśmy nasze TAK przed Panem Bogiem (to już 15 lat). Jesteśmy rodzicami pięciu chłopców w wieku 14 lat, 12 lat, 9 lat, 3,5 roku oraz roczniaka. Z wykształcenia jestem pedagogiem, ale zajmuję się projektowaniem i szyciem nosideł ergonomicznych dla maluchów. Bloga ostatnio zakurzyłam, ale na FB jestem na bieżąco: Doux-Doux. Mój mąż jest ekonomistą. zajmuje się projektami unijnymi, strategicznym rozwojem gmin, finansowaniem rozwoju przedsiębiorstw i jeszcze wieloma innymi tematami. Można go ścignąć przez portal Planergia.pl lub na FB.

dsc_4775

Co bierzesz dla siebie z tego wywiadu?
Marlena Bessman-Paliwoda
marlena.bessman@gmail.com

Jeśli podoba Ci się tekst, podziel się nim ze znajomymi. Dla mnie to jak zapłata za moją pracę :) Dziękuję!

Follow
  • Ola

    Dziękuję za Wasze spotkanie i rozmowę 🙂 po jej przeczytaniu mam w głowie obraz niesamowitej Kobiety i wspaniałej Rodziny – też tak chcę ;))! Takich przykładów nam trzeba, gratuluję i ciepło pozdrawiam!

    • Kasia Olszewska

      <3 dziękuję i aż rumienię się 🙂

  • Bożena

    Kasiu, czytając miałam przed oczami naszą rodzinę sprzed kilku lat .Teraz mamy 23 lata stażu , 4dzieci. Tak samo funkcjonowaliśmy, te same drogi, sposoby 😉 – to był bardzo trudny, pracowity ale piękny czas. Czas kiedy dzieci nie kwestionowały tego że idziemy razem, wspólną drogą…Nadszedł jednak czas kiedy nasza starsza trójka była starsza od waszych dzieci- okres buntu przechodzili będąc dla siebie wzajemnie wsparciem a my z mężem w każdej dyskusji byliśmy mniejszością, która ma głupie, nie dzisiejsze poglądy , bo „nikt tak dziś nie żyje”. To okres zapewne typowy w rozwoju dzieci , widzę teraz jak nasza najstarsza latorośl (21)wraca do nas…., znowu ma więcej wspólnego z nami (wspólne patrzenie na świat) niż z młodszym swoim rodzeństwem. Wiem tak pewnie w życiu jest. Jednak piszę o tym żeby jakoś ostrzec, jeżeli można się na taki rozłam rodziny przygotować- dla mojego męża to było bardzo bolesne doświadczenie, chyba najbardziej mnie martwi to, że sprawia wrażenie jakby zawiódł się na Panu Bogu. Nie mówi o tym ale widzę to w Jego postawie i Jego „drodze”… Trochę tak jakby chciał Mu powiedzieć : „zawierzyłem CI , oddałem CI moją rodzinę w prowadzenie, a teraz….” Byliśmy 18 lat we wspólnocie , rok temu okazało się , że On się w niej źle czuje, nasze wspólne praktyki, drogi rozwoju duchowego czy małżeńskiego też „są bez celowe” unika ich , zawsze mu nie na rękę, nie po drodze… Może mężczyźni tak mają, może to jakaś walka duchowa którą musi stoczyć sam. Myślę, że to kolejny etap przez który po prostu trzeba przejść żeby dojrzeć…. znowu….Patrzę na zdjęcie Waszej rodziny i myślę o tym, czy za chwilę to przed Wami? Życzę Wam żeby nawet jak trzeba będzie „ten dom przebudować, wyremontować- bo coś się w nim sypnie” żebyście pamiętali że fundament na którym budowaliście jest mocny , trwały i można na nim odbudowywać ciągle…. puki żyjemy 🙂

    • Kasia Olszewska

      Bożenko, mimo wszystko nie podcina mi to skrzydeł 😉 nie wiemy co będzie i jak będzie, ale mnie to nie zaprząta teraz głowy. „Wczoraj do Ciebie nie należy. Jutro niepewne… Tylko dziś jest Twoje.” JP II

      • Bożena

        Wiesz, nie miałam zamiaru podcinać nikomu skrzydeł- dlatego miałam dylemat czy w ogóle napisać z obawy że zostanę źle zrozumiana. Raczej chciałam aby ten głos wybrzmiał po to, by kiedy nasze wrażliwe kobiece dusze zauważą, że coś zaczyna się nam psuć…pomimo naszych dobrych działań i chęci…że tak po prostu bywa , takie są losy każdej rodziny. Żeby te młodsze z nas , które próbują z zapałem budować piękną rodzinę nie popadały w zniechęcenie …a właśnie mogły ze spokojem patrzeć w przyszłość nie obwiniając siebie za to co ona może przynieść. Myślę, że kiedy byłam młodsza trudno było mi uwierzyć, że nie na wszystkie poczynania moich dzieci mam wpływ , myślę że nie jestem wyjątkiem 😉

        • Kasia Olszewska

          nie no spoko, ja się cieszę, że napisałaś 🙂 każde małżeństwo i rodzina przeżywa kryzysy, każde inne, w innym natężeniu. my ich również nie unikamy i dochodzi do ostrych tarć pomiędzy nami i dziećmi, tymi nastoletnimi jak i małymi. może zbyt lukrowato wyszło w wywiadzie 😀 nie łudzę się, że ominą nas całkowicie w przyszłości, ale zakładanie, że coś będzie, ponieważ u kogoś było, prowadzi do sytuacji, w której można by dać sobie spokój już teraz, bo po co ta cała praca i wysiłek włożony, skoro i tak się sprawa rypnie 😉

  • Diana

    Dziękuję za wartościowy wywiad! Na pewno wrócę jeszcze do niego w przyszłości, jak zostanę żoną 🙂
    Serdeczne pozdrowienia z Krakowa!

    • Kasia Olszewska

      dziękuję i pozdrawiam spod Krakowa 🙂

  • Nic tylko uśmiechać się i cieszyć z nadziei, jaką wlała Pani w moje serce tym wywiadem, że kryzys można przetrwać, że jeśli On czuwa, to będzie dobrze. Że miłość może trwać po 10, 15, czy 25 latach małżeństwa.
    Dziękuję 🙂

    • Kasia Olszewska

      i niech ta nadzieja trwa w serduchu 🙂 pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Kasiu, strasznie miło było mi Cię „poczytać”. Najlepszego dla całej Waszej siódemki 🙂

    • Kasia Olszewska

      Kasiu, nie zaglądałam tu długo, a tu taka niespodzianka 🙂 dziękuję i ściskam serdecznie :*

Wysyłaj mi newsletter (możesz zrezygnować kiedy chcesz).

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci Wyzwanie "Czułe gesty" :)

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci kurs sympatii na Twojego maila :)

email marketing powered by FreshMail
 

Zapisz się na mój newsletter:

email marketing powered by FreshMail