MamySie.pl | Ty i dziecko z reklamy
1221
post-template-default,single,single-post,postid-1221,single-format-standard,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive

Ty i dziecko z reklamy

Raz na jakiś czas trafia się komuś dziecko z reklamy. Wyobraź to sobie: ty leżysz i nic nie robisz lub malujesz paznokcie, a dziecko? Ono się tylko uśmiecha i grzecznie się bawi. Nie płacze, nie bałagani, na dodatek uwielbia ludzi i świat wokół. Ja tak mam, ty nie? 

„Nasz syn zyskał [na oddziale noworodkowym] pseudonim Dzik, a ja: mama Dzika (urokliwe, doprawdy). Pielęgniarki zarysowały mi jego charakter: temperamentny, on to cały czas będzie przy mamusi. Będzie musiał dostać to, co chce. Ot, jakie dziecko! Takiego u nas nie było. Nawet nie płacze jak noworodek, tylko jak duże dziecko.” (vide: Projekt: dziecko. Koniec życia?). Tak się wszystko zaczęło.

Dziwiłam się, że Nowy Człowiek nie pozwala mi od siebie odejść.

— Rozpieściliście je.

Jak mogliśmy je rozpieścić kiedy ono jest noworodkiem. Rozpieściliśmy je, kiedy było w brzuchu?

— Nasze dzieci leżały, a wy go cały czas nosicie. Płacze, bo go nosicie. Bo go przyzwyczailiście.

Jak? Skoro on tak ma od początku? Nie płacze wtedy, gdy go nosimy…i dlatego go nosimy.

Ulubionym zajęciem mojego dziecka było ssanie piersi.

— Masz chude mleko, skoro on cię tak mlaszcze cały czas.

Ładnie przybiera, wszystko jest w porządku. Czy on nie może tego lubić?

Nie lubił leżeć w wózku. Nie znosił pozycji leżącej i fotelika w samochodzie.

— Bo go nosicie. Za dużo tulicie.

To dzieci nie wolno przytulać?

— Odkładać, odkładać i jeszcze raz odkładać. Się nauczy.

Problem był taki, że wiedzieliśmy, że to nie jest wyjście z sytuacji.

Na nasze słowa otrzymywaliśmy lawinę rad i ocen, bo przecież coś źle robimy, skoro Nowego Człowieka nie daje się wpisać w schemat dziecka spotykanego w innych domach:

  • nie lubił spać, zasypianie przychodziło z trudem,
  • uwielbiał ssać pierś, miałam wrażenie, że mógłby to robić non stop,
  • chciał być tylko przy nas, początkowo nie tolerował innych ludzi,
  • leżenie – płacz, wózek – płacz, łóżeczko – płacz, jazda w foteliku – płacz, chusta i noszenie – cisza i spokój,
  • dzięki temu, że zaspokajaliśmy jego potrzeby, płakał mało, ale jak już zaczął – niebo się otwierało,
  • cały czas aktywny, w gotowości, czujny,

Mając 1,5 roku:

  • kiedy ma już swój plan nic go nie odwiedzie od realizacji,
  • często się złości, niecierpliwy kiedy coś nie wychodzi po jego myśli,
  • jest czuły w stosunku do nas – nie zaśnie bez przytulania i dawania buziaków z własnej inicjatywy,
  • zainteresowany światem, cały czas w pogotowiu do obserwowania,
  • lubi ludzi, zostaje pod opieką innych i jest dla nich wtedy pociechą,
  • mało śpi, kiedy nie miał roku, potrafił omijać dzienne drzemki, tak jest nadal,
  • jazda w foteliku to najgorsza przygoda, a przecież (uwaga!):

— Dzieci w samochodach śpią.

No moje nie śpi. Wręcz przeciwnie. Podróż to największy sprawdzian kreatywności.

Dość szybko natrafiłam na Księgę Rodzicielstwa Bliskości Williama i Marthy Sears. Znalazłam tam fragment o wymagających dzieciach (fussy babies). Wszystko pasowało do mojego małego mężczyzny. Odetchnęłam wtedy z ulgą i powiedziałam sobie: — My nie jesteśmy niczemu winni. On też nie. Tak ma po prostu być. Niedawno Mamania wydała Księgę wymagającego dziecka.

ksiazka 1

Książkę kupiłam w przedsprzedaży. Czytając ją, uśmiechałam się tylko. Czytałam książkę o swoim dziecku. Mieliśmy już wtedy prawie półtoraroczne doświadczenie z tą wymagającą istotą, więc wiele rad znaliśmy już z naszych metod.

ksiazka 2

Dziś słyszę, że:

— On wcale nie płacze, tylko się śmieje.

— Taki radosny i przyjazny jest.

— To dziecko idealne, tylko się uśmiecha. Całym sobą się śmieje.

— Sam się sobą zajmuje.

I moje ulubione:

— Ale się wam dziecko trafiło. Szczęściarze. Dziecko z reklamy.

Nie trafiło się. Cholernie się musieliśmy napracować, aby był szczęśliwy, aby zaspokoić jego potrzeby. I jeszcze wiele przed nami.

Jedno się zmieniło – my jesteśmy pewni siebie. My, jako rodzice, jesteśmy ekspertami od naszego dziecka. Mamy tego pełną świadomość i satysfakcję, że daliśmy i dajemy radę. Nasze „dziecko z reklamy” po prostu wie, że może czuć się bezpiecznie, bo dostanie z nas tyle, ile będzie potrzebowało.

ksiazka 3

Księga wymagającego dziecka, William Sears, Martha Sears
Grupa Wydawnicza Relacja
Książkę można kupić tutaj.


Wpis #5 powstał w ramach wyzwania blogowego Uli Phelep (blog Sen Mai).

Poprzednie wpisy w ramach wyzwania: #1 „Po jedenaste: Nie będzie mieć teściów idealnych” #2 „Być sobą, nie innymi” #3 „Co jest fundamentem Twojego szczęścia?”

Wyzwanie-blogowe_baner_250

Marlena Bessman-Paliwoda
marlena.bessman@gmail.com

Jeśli podoba Ci się tekst, podziel się nim ze znajomymi. Dla mnie to jak zapłata za moją pracę :) Dziękuję!

Follow

Wysyłaj mi newsletter (możesz zrezygnować kiedy chcesz).

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci Wyzwanie "Czułe gesty" :)

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci kurs sympatii na Twojego maila :)

email marketing powered by FreshMail
 

Zapisz się na mój newsletter:

email marketing powered by FreshMail