Odwyk od perfekcjonizmu | MamySie.pl
1550
post-template-default,single,single-post,postid-1550,single-format-standard,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,columns-4,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive

Odwyk od perfekcjonizmu

Przychodzi czas, że zdajesz sobie sprawę, że o to nie możesz pójść dalej w swoim rozwoju. Największą przeszkodą okazują się szczegóły. Nagle zdajesz sobie sprawę, że perfekcjonizm wcale Ci nie pomaga. Blokuje Ciebie i co gorsza – wpływa także na relacje z innymi ludźmi. W końcu chcesz się uwolnić. Pytani tylko: jak?

W cyklu „Kobiecość” zapraszam na przystanek czwarty: Perfekcjonizm.

„Nie ma czegoś takiego jak idealny moment”

specjalnie dla Czytelniczek „Mamy się” Jadwiga Korzeniewska, socjolog i trener z Laboratorium Zmieniacza, wskazuje kiedy trzeba zacząć walczyć z perfekcjonizmem, dlaczego utrudnia on relacje z innymi ludźmi oraz jak wykorzystać perfekcjonizm, by odnieść sukces.


Marlena: Czy nie wydaje Ci się, że same czynimy z siebie niewolników? Niewolników swojego perfekcjonizmu? Jak do tego dochodzi? Jak stajemy się perfekcjonistami?

Jadwiga: Geneza perfekcjonizmu jest dość ciekawa, ponieważ obecnie uznaje się, że w znacznym stopniu zawdzięczamy go socjalizacji. Jest to okres naszego życia, w którym jako dzieci jesteśmy uczeni tego, jak funkcjonować w rodzinie, w społeczeństwie, w grupie. Poznajemy wtedy – przez obserwację i doświadczanie – kanon pewnych dozwolonych i zakazanych reguł, norm, prawideł.

Skoro perfekcjonizm jest w znacznym stopniu „wyuczony”, to można nad nim pracować.

Warto przy tym wspomnieć, że nie zawsze są one prawdziwe i nie zawsze nam służą. Z czasem jednak uznajemy je za własne i niesiemy w dorosłe życie. Niekiedy nie mamy pojęcia ani skąd je wzięliśmy, ani czy są zasadne. Traktujemy je jak prawdy objawione, „oczywiste oczywistości”, podczas gdy powinny być traktowane jak hipotezy wymagające weryfikacji. Mniejsze znaczenie w kształtowaniu się perfekcjonizmu odgrywają geny i temperament. Zostawia nas to z dobrą wiadomością: skoro perfekcjonizm jest w znacznym stopniu „wyuczony”, to można nad nim pracować.

M: Jakie są podstawy do postawienia sobie diagnozy: jestem perfekcjonistą?

J: To wbrew pozorom nie jest łatwe pytanie. Perfekcjonizm ma wiele twarzy i odcieni. Często też dotyczy jedynie wybranych obszarów życia. Na potrzeby warsztatów z odwyku od perfekcjonizmu, które prowadzę, przygotowałam idealną sylwetkę perfekcjonisty (sic!) „jadącego po bandzie”. To ten typ, któremu perfekcjonizm przestał służyć, a zaczął go niszczyć. Bazując na tej spreparowanej przeze mnie sylwetce można uznać, że diagnozę „perfekcjonista” warto sobie postawić, gdy człowiek ma bardzo wysokie standardy osobiste, a jednocześnie wciąż towarzyszy mu poczucie niedoskonałości i niedostatku w odniesieniu do tego, jaki jest, co potrafi, co umie i co wie. Do tego często dochodzi brak zadowolenia – na przykład ze swoich kompetencji i osiągnięć – przy jednoczesnym nieustannym podwyższaniu sobie poprzeczki. Perfekcjonista „jadący po bandzie” wini siebie za porażki, obarcza zbyt dużą odpowiedzialnością za niepowodzenia, ponieważ nie dostrzega tego, że nie na wszystko ma wpływ. Paradoksalnie zaś, jeśli odnosi sukces, to wówczas zasługi przypisuje losowi i szczęściu, a nie sobie. To osoba, która ukrywa swoją prawdziwą twarz w obawie o to, że nie zostanie zaakceptowana. To dlatego niektórzy perfekcjoniści maskują swoje prawdziwe emocje, uczucia i potrzeby. Pilnują się tak, jakby cały czas występowali na tzw. „scenie społecznej”. Jednocześnie mają niską samoocenę, porównują się z innymi – nie na zasadzie inspiracji, ale po to, by samemu sobie pokazać, jak dużo jeszcze pracy przed nim. To prowadzi do paraliżu decyzyjnego. Jak wspomniałam – to idealna sylwetka perfekcjonisty „jadącego po bandzie”. Rzadko zdarza się, by ktoś posiadał wszystkie opisane w niej cechy. To tylko niektóre odcienie niezdrowego perfekcjonizmu i nie chciałabym, by ktokolwiek stawiał sobie na tej podstawie diagnozę. Problem jest o wiele bardziej złożony.

perfekcjonizm_mamysie

M: Kiedy możemy być pewne, że nasz perfekcjonizm jest zły i prowadzi nas w niewłaściwym kierunku?

J: Ciekawie postawione pytanie i warto zatrzymać się przy nim na chwilę, by wspomnieć o tym, że perfekcjonizm nie zawsze oznacza coś złego. Austriacki psycholog i psychiatra, twórca psychologii indywidualnej – Alfred Adler – zaproponował rozdział na perfekcjonizm zdrowy i niezdrowy. Ten pierwszy charakteryzuje osoby, które chcą się rozwijać a jednocześnie z ciekawością badają własne granice. Respektują je zamiast się z nimi szarpać. Z porażek czerpią naukę na przyszłość i nie odnoszą ich do siebie. Są ambitne, jednak cele stawiają w ramach swoich możliwości. Cieszy je droga prowadząca do celu a nie samo osiągnięcie założonego rezultatu. Rozumieją, że ów rezultat w świecie rzeczywistym może odbiegać od ich wizji.

Czasem potrzeba naprawdę dużo czasu i samoświadomości, by dostrzec, że perfekcjonizm przestał komuś służyć.

Natomiast perfekcjonista niezdrowy to perfekcjonista zdrowy, który zaczął „jechać po bandzie”, jak zwykłam to określać. Bierze na siebie zbyt dużo i stawia sobie cele będące poza jego możliwościami, więc sprowadza na siebie porażki, których tak bardzo się boi. Obawia się także krytyki, a jednocześnie często porównuje się z innymi. Z tych porównań wychodzi mu, że jest gorszy, że się nie nadaje, że inni mają lepsze warunki i predyspozycje niż on. I teraz pozostaje pytanie, które zadałaś. Po czym poznać, że zaczynamy „jechać po bandzie”? Najprościej rzecz ujmując wtedy, gdy czujemy się nieszczęśliwi, mamy poczucie winy i wyrzuty sumienia spowodowane rozdźwiękiem między naszymi przekonaniami oraz aspiracjami a stanem rzeczywistym. Wtedy, gdy perfekcjonizm zaczyna nas ograniczać i stopować zamiast inspirować. Wtedy, gdy widzimy, że zabiera nam czas, energię i zdrowie. Nie mam gotowej miarki, którą można zmierzyć swój własny perfekcjonizm. Trzeba się sobie bacznie przyglądać i szukać odpowiedzi na pytanie: czy perfekcjonizm pomaga mi wykorzystać mój potencjał? Czasem potrzeba naprawdę dużo czasu i samoświadomości, by dostrzec, że perfekcjonizm przestał komuś służyć.

perfekcjonizm_mamysie

M: Najważniejsze chyba pytanie: jak leczyć perfekcjonizm? Co możemy zmienić, aby perfekcjonizm przestał nam dokuczać, a był pomocą w osiągnięciu sukcesu?

J: Niekiedy perfekcjonizm niezdrowy omawiany już jest jako oddzielna jednostka chorobowa. Natomiast generalnie mówi się raczej o chorobach, do których niezdrowy perfekcjonizm może prowadzić. Są to poważne schorzenia takie jak zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, lękowe, depresja, zaburzenia na tle seksualnym czy też zaburzenia związane z odżywianiem. W tych przypadkach wskazana jest praca z terapeutą. Ja w swojej pracy warsztatowej pracuję z osobami, u których ten niezdrowy perfekcjonizm nie poczynił takich spustoszeń. Pokazuję im paletę różnych metod, którymi można nad swoim perfekcjonizmem pracować. Skupiamy się na poznaniu genezy perfekcjonizmu i obszarów życia, w których u danej osoby się on objawia, bo to pozwala dobrać adekwatne metody. Zajmujemy się pracą na przekonaniach, poszerzaniem perspektywy spojrzenia na sytuację porażki, empatią wobec siebie, dostrzeganiem mocnych stron i daniem sobie przyzwolenia na to, by nie być najlepszym we wszystkim, co się w życiu robi.

Zmiana to proces – wymaga cierpliwości, determinacji, a przede wszystkim chęci.

Istnieje całkiem sporo metod do pracy nad perfekcjonizmem, „tylko” trzeba tę pracę świadomie podjąć i nie spodziewać się radykalnej odmiany życia już po kilku dniach pracy nad sobą. Zmiana to proces – wymaga cierpliwości, determinacji, a przede wszystkim chęci.

M: Perfekcjonizm, przynajmniej dla mnie, zawsze kojarzył się dobrze. Oczywiście do momentu, kiedy zauważyłam, że blokuje mój rozwój. Co zyskamy, jeśli od perfekcjonizmu się uwolnimy? Co Ty osobiście zyskałaś i jak wpłynęło to na Twoje życie? Można uwolnić się od perfekcjonizmu raz na zawsze czy jest to proces?

J: Perfekcjonizm jeszcze do niedawna był widziany jako zjawisko wyłącznie pozytywne. Był cechą pożądaną przez pracodawców. Wszak perfekcjonista zostanie na nadgodzinach, jeśli będzie trzeba (a jeśli nie będzie trzeba, to też…) a nawet wyręczy cały zespół przy pracy projektowej – bo któż inny zrobi to tak dobrze jak on? Z biegiem czasu zauważono drugą stronę medalu – marnotrawienie czasu i energii, dopieszczanie detali w nieskończoność, blokowanie prac, a w końcu także przedłużające się L4, bo nie da się w nieskończoność funkcjonować na tak wysokich obrotach.

Perfekcjonizm to często nie tylko wysoka poprzeczka ustawiona sobie, ale też oczekiwanie, że inni ludzie będą realizować wysokie standardy.

Warsztaty, które prowadzę nazwałam odwykiem od perfekcjonizmu, bo widzę perfekcjonizm jako pewnego rodzaju uzależnienie. Uzależnienie od kontrolowania siebie, swojego wizerunku, a niekiedy także innych ludzi. Moim zdaniem nie da się perfekcjonizmu oduczyć i zawsze mówię o tym otwarcie. Perfekcjonizm najpierw był widziany jako coś dobrego, potem został uznany za coś w 100% złego i naprawdę często ludzie przychodzą na moje warsztaty przekonani, że będą musieli zmienić się o 180 stopni. Tymczasem moim zdaniem nie jest to ani potrzebne, ani możliwe. Celem zajęć jest nauczenie się, jak przestać „jechać po bandzie” i w efekcie wykorzystać swój zdrowy perfekcjonizm dla uwolnienia swojego potencjału. Moim zdaniem odwyk od perfekcjonizmu pozwala przede wszystkim uwolnić się od irracjonalnych przekonań na temat życia, świata, siebie i innych ludzi. Skonfrontować się z tym, co jest ważne dla mnie – a nie dla mojej mamy, taty, partnera, dzieci albo pani od polskiego, która mówiła, że ktoś ma brzydki charakter pisma. To też sztuka odpuszczania i koncentrowania się na tym, w czym już jest się całkiem ok, zamiast ciągle skupiać się na swoich niedostatkach.

Ja jestem już drugi rok na odwyku od perfekcjonizmu i widzę mnóstwo odzyskanego czasu, energii i zdrowia. Nie byłoby Laboratorium Zmieniacza, gdyby nie odwyk od perfekcjonizmu. Prawdopodobnie nie poprowadziłabym nigdy żadnych zajęć. Bo ciągle mi się wydawało, że za mało wiem i za mało umiem, i że jest tylu mądrych ludzi, którzy są świetnymi trenerami, a ja nie dorastam im do pięt. Nie napisałabym też książki o zmianie nawyków, która ukaże się w 2016 roku. Chociaż… może i bym ją napisała, a potem schowała w czeluściach dysku na komputerze zamiast wysłać do wydawnictwa. Widzę też dobry wpływ na relacje międzyludzkie – zwłaszcza w moim związku. Bo perfekcjonizm to często nie tylko wysoka poprzeczka ustawiona sobie, ale też oczekiwanie, że inni ludzie będą realizować moje wysokie standardy. Nie da się na takich fundamentach budować zdrowych relacji z innymi ludźmi.

M: Jeśli miałabyś możliwość przekazania tylko jednego czy dwóch zdań kobietom – co by to było?

J: Ostatnio napisałam artykuł o tym, co powiedziałabym sobie sprzed 10 lat. Chyba najważniejsze, co chciałabym wtedy usłyszeć, to że nie ma czegoś takiego jak idealny moment. Nie będzie lepszego momentu niż ten, w którym jest się teraz. Zatem moje przesłanie do kobiet jest następujące: zbierz do kupy to, czym dysponujesz i rusz tyłek do przodu! Wtedy nie będziesz musiała się zastanawiać „co by było gdyby?…” – będziesz to wiedziała.

M: Serdecznie dziękuję za rozmowę.


perfekcjonizm_laboratorium zmieniaczaJadwiga Korzeniewska – socjolog, trener, głównodowodząca Laboratorium Zmieniacza, któremu przyświeca idea bycia jednocześnie badaczem i przedmiotem badań dotyczących swojej zmiany osobistej. Specjalizuje się w warsztatach dotyczących zmiany nawyków w działaniu i… w myśleniu (odwyk od perfekcjonizmu, trening pozytywności, oswajanie strachu przed zmianą). Prelegentka podczas spotkań i konferencji, gość Radia Kolor i Radiowej Trójki. Autorka artykułów dla portali Kobieta po 30 i Żyj świadomie oraz dla magazynu Veronique. W 2016 roku ukaże się jej książka na temat zmiany nawyków i wzmacniania motywacji wewnętrznej przy użyciu mechanizmów gier.

Jadwigę znajdziecie w Laboratorium Zmieniacza, na Facebooku lub poprzez e-mail.


Specjalnie dla Czytelników na hasło: Mamysie 15 % rabatu na udział w warsztacie:

12112413_992671244108991_3721222426300600357_n

Szczegółowe informacje o warsztacie znajdziecie na Facebooku. Bilet na warsztat możecie kupić tutaj. W polu „Masz kod promocyjny?” wpiszcie kod: „Mamysie”, a otrzymacie 15% rabatu od aktualnej ceny (naliczenie automatyczne). Rabat jest ważny do 24 października (sobota) do końca dnia.


W ramach cyklu „Kobiecość” do rozmowy na blogu zapraszam kobiety, które swoim przykładem, pracą, podejściem do życia, inspirują inne kobiety do zmiany myślenia o sobie samej, do ruszenia się z miejsca, powrócenia do marzeń i realizowania ich. Wywiad „Odwyk od perfekcjonizmu” jest czwartym w ramach cyklu „Kobiecość”. Wcześniejsze to: 1. Pozbądź się kompleksów – wywiad z Julitą Pająk, fotografem, 2. Pokochaj siebie, Kobieto! – wywiad z Anną Filipiak ze Szkoły Wdzięku oraz 3. Zmień myślenie, Kobieto! – wywiad z Kingą Klejnowską, stylistką i trenerką wizerunku. Zapraszam na kolejne odsłony dotyczące m. in. rozwoju osobistego, organizacji czasu, motywacji i własnego biznesu.

Marlena Bessman-Paliwoda
marlena.bessman@gmail.com

Jeśli podoba Ci się tekst, podziel się nim ze znajomymi. Dla mnie to jak zapłata za moją pracę :) Dziękuję!

Follow
  • Świetny wywiad! 🙂

    • Dzięki za dobre słowo 🙂 Na dobrze postawione pytania odpowiada się z przyjemnością 🙂

  • Lubię czytać teksty, z których można coś wynieść…

    • Cieszę się, że ten do nich należy 🙂

    • Czasem na warsztatach rzucam suchar prowadzącej i mówię uczestnikom, że mam nadzieję, iż z zajęć wyniosą coś więcej niż herbatę i ciastka w żołądkach 😉 Cieszę się, jeśli tekst był dla Ciebie pomocny 🙂

      • wydaje mi się, że właśnie po to wkładamy tyle pracy i emocji – by ktoś coś z tego wyniósł, by stać się inspiracją bądź drogowskazem 🙂 udaje Ci się!

  • Czytałam Waszą rozmowę z ogromnym zainteresowaniem. Zgadzam się – nie ma czegoś takiego, jak idealny moment. Mimo, że zawsze daję z siebie wszystko, nie jestem perfekcjonistką. Uważam, że ważniejsze jest wykonanie zadania niż wykonanie go perfekcyjnie.Warto oczekiwać od siebie i przekraczać granice, ale nie można się w tym zatracić. Jestem zauroczona cyklem „Kobiecość” i będę go śledzić!

    • Paulina, uwielbiam Twoje teksty i bardzo się cieszę, że nasza rozmowa była dla Ciebie wartościowa 🙂 A swoimi słowami, o tym by nie dać się zwariować, potwierdzasz to, co już wiedziałam – że mądra z Ciebie babka 😉

  • Kiedyś mi się wydawało właśnie że jestem perfekcjonistką i czasem widzę te przebłyski perfekcjonizmu we mnie ale stwierdziłam że się tak nie da, można się wykończyć przez to.

    • To prawda, perfekcjonizm wyczerpuje, bo człowiek wciąż jest na wysokich obrotach. Fajnie, że zauważyłaś jego wpływ na siebie i że udało Ci się nad tym popracować 🙂

  • Dominika Wrońska || Trickymind

    Bardzo dobry wywiad, można wiele sobie dzięki niemu uświadomić. Ja jednak nie zgodzę się z tym, że perfekcjonizm jest w większości wyuczony i nie zależy aż tak bardzo od temperamentu i genów – jak w takim razie wytłumaczyć to, że w parze rodzeństwa, wychowywanej w takim samym środowisku jedna osoba jest perfekcjonistą a druga już niekoniecznie? Myślę, że osobowość odgrywa tutaj sporą rolę i dlatego, tak jak poruszyłyście tą kwestię w tym artykule, zmiana to proces – często długi i wymagający ciężkiej pracy. Popieram „Odwyk od perfekcjonizmu”, uważam że to świetny pomysł 🙂 Pozdrawiam!

    • Dzięki za dobre słowo 🙂 To, że perfekcjonizm jest w większości wyuczony, pokazują najnowsze badania (można o tym poczytać m.in. w świetnej moim zdaniem książce „Przekleństwo perfekcjonizmu”). Wydaje mi się też, że rzadko całemu rodzeństwu stawiane są takie same wymagania i oczekiwania. U mnie na przykład były zupełnie inne wymagania w stosunku do dwóch starszych sióstr, gdzie różnica wieku wynosi między nimi 1,5 roku. Jedna wyrosła na perfekcjonistkę a druga wręcz przeciwnie 😉 Druga sprawa to „postawa” dziecka wobec owych wymagań – albo uwewnętrznienie, albo bunt i wymyślenie własnych ram działania. Natomiast jasne – geny i temperament nie są bez znaczenia 🙂

      • Dominika Wrońska || Trickymind

        Nie znam tych badań, ale chętnie się z nimi zapoznam 🙂 ciekawa jestem jak ich autorzy poradzili sobie z typowymi problemami tego typu przedsięwzięć czyli znaczną liczbą zmiennych zakłócających. Pewnie masz rację, że znaczenie ma kolejność urodzenia, pewnie też płeć dziecka, ale nikt z nas nie rodzi się jako tabula rasa. Pomijając to skąd bierze się perfekcjonizm, bywa on zdecydowanie destrukcyjny i warto pracować nad tym aby cieszyły nas rozwiązania optymalne a nie idealne 🙂 Pozdrawiam!

  • mummyand.co

    Myślę, że często ludziom ciężko uwolnić się od tego, co zostało im jakoś zakodowane w dzieciństwie. Dźwigamy ten ciężar oczekiwań i staramy się sprostać wszystkim dookołoa. Najważniejsze to sobie uświadomić, w czym tkwi problem i powoli, świadomie wprowadzać zmiany. Perfekcjonizm na dłuższą metę jest bardzo męczący 🙂

    • Zgadzam się z Tobą, przekonania, schematy, ramy myślenia, których się uczymy, często przyjmujemy za „prawdy objawione” i ciężko jest nam choćby pomyśleć o tym, że rzeczywistość może wyglądać inaczej. Warto czasem „wytrącić się z równowagi” i sprawdzić swoje przekonania 😉

  • Super wywiad. Cierpię całe życie przez swoj perfekcjonizm. A raczej cierpiałam . Moim lekarstwem są moje dzieci. Skutecznie mnie z perfekcjonizmu leczą. Przy nich nic nie jestem w stanie zrobic perfekcyjnie. W związku z tym zaczynam sobie powoli obniżać poprzeczkę.

    • Super, to bardzo dobry sposób, choć nie polecam go każdemu! 😉 Trzymam kciuki za stopniowe „luzowanie warkoczyków” 😉

    • U mnie doświadczenie podobne – przy dzieciach mam mniej czasu na dopieszczanie detali, więc siła rzeczy muszę wybrać: zrobić czy zakopać w szufladzie rzeczy „jeszcze” niedoskonałych.

  • Ostatnio usłyszałam, że gdyby w Apple panował perfekcjonizm, żadem iPhone do dziś nie ujrzałby światła dziennego. A tak – co jakiś czas wychodzi coraz to leszy, bo zawsze można coś usprawnić. Wzięłam sobie te słowa głęboko do serca i często po prostu odpuszczam ślęczenie nad detalami, których i tak nikt poza mną nie zauważy… 😀

    • Dokładnie, „mapa to nie teren” – mi też zdarzało się dopieszczać rzeczy nieistotne dla odbiorcy i zakopywać w nich na długie godziny. Efekt był taki, że nie starczało już czasu na ważne sprawy 🙁 Fajnie, że potrafisz sobie „poluzować warkoczyki” 🙂

    • Zrobione jest lepsze od doskonałego. 🙂

    • Magda, dokładnie! jeśli ciągle bym coś poprawiała w każdym tekście, żaden by nie został opublikowany 😉

  • Wow! Jestem pod wrażeniem rzetelnego potraktowania tematu. Z radością odnalazłam się w opisie pozytywnego perfekcjonisty, choć ogólnie to samo słowo „perfekcjonizm” źle mi się kojarzy, bo długo z niego wychodziłam. Dodam jeszcze, że jedną z pułapek w procesie zdrowienia z perfekcjonizmu jest taki etap, kiedy chciałoby się perfekcyjnie przestać być perfekcjonistą. Błędne koło! Jak się je przełamie i pozwoli sobie na nie zawsze idealne wychodzenie z perfekcjonizmu, to jest już z górki. Świetny temat – udostępnię u siebie z przyjemnością!

    • Monika, pięknie dziękuję za dobre słowo 🙂 Czasem w ankietach po warsztacie z odwyku od perfekcjonizmu uczestnicy piszą z przekorą „perfekcyjny warsztat” 😉 Staram się podchodzić do tematu rzetelnie i cieszę się, że to zauważyłaś 🙂 I masz 100% racji – „luzowanie warkoczyków” warto zastosować też do samego procesu „zdrowienia” 😉

  • Świetny wywiad! Nie jestem perfekcjonistką i nigdy nią nie byłam jednak chciałam być. Teraz wiem, że nikt nie może być perfekcyjny, bo nawet jeśli nam się wydaje, że jest wszystko idealnie, to nie jest – przyjdzie ktoś kto zrobi to lepiej. :p

    • Myślę, że możemy robić coś najlepiej. Kwestia tego, jak my sami to oceniamy, jak na to patrzymy. Perfekcjonista zbyt często szuka dziury w całym po prostu. 🙂

    • Czy lepiej? Inaczej 😉 A już najgorzej jak spotka się dwóch perfekcjonistów – każdy mający swoje standardy… 😉

  • Papieromania Klaudia Bojdo

    świetny wpis – jakbym czytała o sobie ! ciesze się, że trafiłam do ciebie !

  • Bardzo ważny temat! Jako kobieta mam skłonność do wrażenia, że jestem za mało.., albo za bardzo… i wtedy „jadę po bandzie”. Kluczem jest poznanie siebie i swoich możliwości i porównywanie się z … sobą samym we wcześniejszych etapach. Dlaczego nie z innymi? Ponieważ nie ma dwóch takich samych osób, z takimi samymi doświadczeniami, przeżyciami, wrażeniami, wrażliwościami itd. Jaki więc jest sens porównywać się z kimś zupełnie od nas innym?

    • W jakimś stopniu to, co napisałaś dla mnie jest odkrywcze. Dziękuję 🙂

    • Agnieszka, trafiłaś w samo sedno 🙂 Jeśli już się porównywać z kimś innym, to celem inspiracji, a nie po to, żeby sobie samemu dokopać. Przyglądanie się swojemu rozwojowi uważam za bardzo zdrowe – byle też w tym rozwoju nie popaść w przesadę. Ważne jest powiedzenie sobie „jestem OK”. Tak naprawdę od tego momentu u mnie się zaczął rozwój – od polubienia siebie i dania sobie przyzwolenia na to, by nie być perfect 🙂

  • Mam na perfekcjonizm określenie „droga donikąd”, bo kojarzy mi się z gonieniem czegoś, co nigdy nie następuje.

    • Perfekcyjnie można się zapętlić i nie dotrzeć do celu. 🙂

    • Tak jak pies goniący za swoim ogonem: na początku jest zabawnie i ekscytująco, a później można paść na pysk 😉

  • Odkryłam, że są tacy co go po prostu lubią, nawet jeśli utrudnia im życie, zabiera czas i wymaga od nich więcej niż od innych.

    • Kiedyś też lubiłam swój perfekcjonizm. A później odkryłam, jak wiele mi zabiera. Do pewnych spraw trzeba dojrzeć, trzeba też czasu i spojrzenia z dystansu. Jak kogoś nie uwiera jego niezdrowy perfekcjonizm, to niewiele można dla niego zrobić niestety.

Wysyłaj mi newsletter (możesz zrezygnować kiedy chcesz).

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci Wyzwanie "Czułe gesty" :)

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci kurs sympatii na Twojego maila :)

email marketing powered by FreshMail
 

Zapisz się na mój newsletter:

email marketing powered by FreshMail