Optymizm, który zabija | MamySie.pl
481
post-template-default,single,single-post,postid-481,single-format-standard,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,columns-4,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive

Optymizm, który zabija

Najpierw urodził się on. On taki idealny, my tacy idealni, rodzina taka idealna. Ubieraliśmy idealną choinkę na Święta. Tylko list do nas przysłano nieidealny. Pisano, że jakieś cząsteczki chyba w nim nie działają. Chyba, więc trzeba raz jeszcze wycisnąć z jego idealnej piętki chyba idealną krew. Wróciliśmy z przychodni i otworzyliśmy drzwi do domu pełnych uczuć, myślałam, nieidealnych. Czekaliśmy.

Rozpoczął się wyścig do bram Nieba. Przecież On nie może nam tego zrobić, prawda? Nie może nam go zabrać. Świat raptownie się skurczył. To, co otrzymałam jeszcze tak niedawno, mogło zniknąć pozostawiając czarną dziurę. Przyjaciół prosiliśmy o sztafetę do Nieba. Telefon stał się ładunkiem wsparcia i oddechów nadziei, przekazywanych z końca Polski, tak wówczas potrzebnych. Bólu rodziców nie da się wpisać w litery i zdania. Nie da się go zdefiniować i zamknąć w ramy. Nie da się go znieczulić. Może właśnie dlatego zdanie nie martw się, będzie dobrze podwójnie bolało. Dziś mogę przyznać, że słysząc te słowa, wycofywałam się z powiedzenia tego, co czuję.

Bólu rodziców
nie da się wpisać
w litery i zdania.
Nie da się go zdefiniować
i zamknąć w ramy.
Nie da się go znieczulić.

Jest dobrze, mimo, że kolejny list też nie był idealny. Po kilku miesiącach dorosłam to tego, że uczucia nie oznaczają słabości. Są oznaką życia. Pozwoliłam im wyjść na świat.

Dlaczego często bez zastanowienia mówimy tylko będzie dobrze? Nazwanie przyczyn zawsze jest ryzykiem. Bo łatwo definiować i oceniać. Badać i streszczać. To, jacy jesteśmy i jak się zachowujemy jest wynikiem ciągu zdarzeń i ich wzajemnych powiązań. Każdym z nas kierują inne powody, motywy, chęci, pragnienia. Nazwanie ich jednak tworzy pole do zmiany.

Po pierwsze, infantylizujemy uczucia innych ludzi. W świecie kiedy hektolitry pięknie opakowanych informacji są na wyciągnięcie ręki, chropowata rozmowa o cierpieniu, o czymś nieopisywalnym i zbyt bolesnym, jest jak przeskoczenie z równika na biegun. Nie lubimy szoku. Wolimy załatwić sprawę różowym mieczem obosiecznym.

Po drugie, będzie dobrze jest zasłoną i tarczą, gdy nie mamy odwagi, aby uczestniczyć w trudnej rozmowie. Przyzwyczajeni do wrzucania pozytywnych komentarzy na Facebooku, nie potrafimy znaleźć komentarza na życie w odsłonie niepozytywnej. Uciekamy. Nie komentujemy i przesuwamy stronę główną niżej. Na mniej problemowy temat. Finalnie wstawiamy komentarz pozytywny. Bo przecież będzie dobrze.

Nazwanie przyczyn
zawsze jest ryzykiem.
Bo łatwo definiować i oceniać.
Badać i streszczać.
To, jacy jesteśmy i jak się zachowujemy jest wynikiem ciągu zdarzeń i ich wzajemnych powiązań. (…) Nazwanie jednak tworzy pole do zmiany.

Po trzecie, nie chcemy stać się częścią problemu, poznać jego istoty. Wolimy mówić o sobie. Wstawiamy zatem nasze zdjęcie, w dobrej pozie, na ładnym tle, a innych prosimy o komentarz. Pozytywny.

W końcu mówimy: Będzie dobrze. Wierzę w to. Wiara sama w sobie jest usprawiedliwieniem.

Czasami lepiej powiedzieć coś serdecznym milczeniem. Takim, które się odczuwa, ale które nie tworzy tamy dla rzeki uczuć osoby, która cierpi. Za słowa zaś, należy wziąć odpowiedzialność.

***

W dotychczas najtrudniejszym czasie dla naszej rodziny, najważniejsze wiadomości to:
Jestem z Wami, moi Drodzy oraz zapewnienie, że Bóg się troszczy. Potrzeba nam było tego.
Dziękuję naszym Przyjaciołom, że ich będzie dobrze zawsze płynęło z głębi wzruszonego serca.


Wpis wyróżniony w cyklu #BlogowyCzwartek

150x75_bw

Marlena Bessman-Paliwoda
marlena.bessman@gmail.com

Jeśli podoba Ci się tekst, podziel się nim ze znajomymi. Dla mnie to jak zapłata za moją pracę :) Dziękuję!

Follow
  • Monika

    Prawdziwe, oczywiste, nieco w świadomości, a jednak zablokowane, niewypowiedziane. Bardzo potrzebne.
    Dziękuję, potrzebowałam to usłyszeć.

  • W trudnych chwilach „będzie dobrze” staje się wszechobecne. Nie odbieram tego jednak źle. Rozumiem, że ludzie nie wiedzą co powiedzieć – ten frazes sam wyrywa się im z ust nijako odruchowo. Gorzej, gdy pada po to by zamknąć temat. W ustach niektórych brzmi jak „tak, wiem, wiem jest Ci ciężko, porozmawiajmy o pogodzie” Mam nadzieję, że najgorsze już za Wami – wnioskuję po ostatnim zdaniu napisanym w czasie przeszłym.

    Ściskam!
    Karolina

    • Marlena Bessman-Paliwoda

      U nas lepiej, dziękuję 🙂

      „Będzie dobrze” to pretekst do refleksji nad tym, co mówimy. Zastanowienie się nad przyczynami m. in. tych słów powinny nam pokazać, jacy tak naprawdę jesteśmy.

    • Masz rację, że nie wiemy jak się zachować w takiej sytuacji. Ja wolę zawsze przytulić niż mówić, bo każde słowo wydaj się wtedy banalne…

  • Salv.

    Są tacy, którzy w to naprawdę wierzą. Że będzie dobrze. Każdy własne problemy przezywa najmocniej, ale przecież inni sobie też jakoś radzą. Trzeba być silnym. „Trzeba” jest tu najlepszym słowem, bo można się go uchwycić.

  • Natalia

    Boże! Pamiętam jak dzisiaj jak przyszedł do nas taki sam list. Gdyby nie moja mama i Pani Położna, cały miesiąc oczekiwania za odpowiedzią zalany byłby moimi łzami. Przecież dbałam o siebie, o ciąże, o dziecko we mnie! Wysłano nas nawet na dodatkowe badania bo coś w obrazie usg nie podobało się lekarzowi. Przeszłyśmy te badania śpiewająco. Więc co zrobiłam nie tak? „Będzie dobrze! Nie panikuj. Czasami zdarza się że przysyłają takie listy, lepiej dwa razy sprawdzić jak są jakieś wątpliwości”. To mnie trochę uspokoiło, poza tym córka nie przejawiała żadnych objawów chorobowych. Po miesiącu przyszła odpowiedź, że wszystko jest dobrze. Trzymam kciuki a żeby i u Was było coraz lepiej! Trzeba walczyć! „To nie jest wyrok, tylko mała przeszkoda. W wychowaniu dziecka to codzienność, te przeszkody.” – słowa pani położnej.

    • Marlena Bessman-Paliwoda

      Dziękuję. Zdrowo rośnijcie!:)

  • Baaaardzo mądry wpis. Kilka innych, pobieżnie przejrzanych znad garnka z gotującą się zupą poczeka na wieczór.
    Ad rem. Dla nas najgorsze było „będzie dobrze”, kiedy my już pogodziliśmy się z tym, że może nie być. Takie wciskane do gardła „będzie dobrze, musi być”, bo ktoś nie może znieść, że „będzie jakoś”. Za to inny frazes, kiedy był wypowiadany szczerze, działał cuda. „Damy radę”. Wy dacie, a my dookoła was, pomożemy. Pomogli.
    Pozdrawiam.

    • Marlena Bessman-Paliwoda

      Witam Cię w moich progach 🙂

      „wciskane do gardła” – dobrze ujęte. Dużo łatwiej byłoby przecież gdyby przyznać rodzicom prawo do emocjonalnej troski o dziecko. Stąd tekst powyżej.

  • Oj, to naprawdę już, tylko trzy wpisy?? Ładny początek:)

  • Zdrowia życzę z całego serca!

  • Ja również uważam, że za mało mówi się o trudnych i bolesnych tematach. Ja sama nie „chwaliłam” się swoim nieszczęściem na facebooku. Po prostu wstydziłam się, że jest inaczej niż to zaplanowałam. A miało być idealnie, bez żadnych przeszkód i problemów. Teraz zrozumiałam, że trzeba się nawzajem wspierać i po prostu być ze sobą w trudnych chwilach.
    Moi znajomi też nam mówili, że „będzie dobrze”, bo bardzo chcieli, żeby tak było. Nie winię ich za to. Ja chyba potrzebowałam to usłyszeć…

    • Marlena Bessman-Paliwoda

      Cześć Justyna 🙂 szczęściem jest mieć wspierających przyjaciół. Nam też bardzo pomagali i pomagają. I tez nie winię ich za mówienie nam „będzie dobrze’. Jestem wdzięczna za ich wiarę. W tekście skupiam się głównie na mówieniu tych słów w sposób zamykający usta rodzicom, którzy…może po prostu chcą powiedzieć, co czują.
      Wszystkiego dobrego!

  • test

  • Masz rację, że nie wiemy jak się zachować w takiej sytuacji. Ja wolę zawsze przytulić niż mówić, bo każde słowo wydaj się wtedy banalne…

  • J.

    Kiedy mój syn zachorował i kiedy walczyliśmy najpierw o jego życie, a potem o jego zdrowie i rozwój, kiedy walczyliśmy z systemem, a w zasadzie jego brakiem, brakiem wsparcia, brakiem rzetelnej informacji, brakiem empatii. Kiedy czułam się jak natrętna mucha, kiedy czułam, że z każdej strony mur, a ja walę w niego łbem nieprzytomnie z każdej strony słyszałam: proszę nie płakać, niech mama nie płacze, nie wolno Pani płakać, trzeba być dobrej myśli…i tak wkółko. A ja byłam bliska utraty zmysłów i czułam że tracę rozsądek. Tylko jedną osobę na swojej drodze spotkałam, która miała odwagę porozmawiać ze mną, która miała odwagę wspomnieć, że może wcale nie będzie dobrze, ale cóż da powtarzanie „nie tak miało być”….to była krótka rozmowa, ale to była to jedna osoba, właściwa osoba we właściwym czasie i na właściwym miejscu. Czasem o niej myślę. Aprawda jest taka, ze żwyczajnie boimy się takich rozmów, boimy się wpuścić czyjeś lęki do naszego życia i naszego serca. Tak sobie myślę

    • Strach to jeden z najgorszych hamulców. Trudno go, niestety, kontrolować.

  • Pingback: Przeskoczyć niemożliwe - Mamy się - Tematy, od których zależą losy świata.()

Wysyłaj mi newsletter (możesz zrezygnować kiedy chcesz).

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci Wyzwanie "Czułe gesty" :)

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci kurs sympatii na Twojego maila :)

email marketing powered by FreshMail
 

Zapisz się na mój newsletter:

email marketing powered by FreshMail