Perfekcjonizm jest wrogiem rozwoju | MamySie.pl
1427
post-template-default,single,single-post,postid-1427,single-format-standard,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,columns-4,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive

Perfekcjonizm jest wrogiem rozwoju

Niedługo minie rok od kiedy założyłam „Mamy się”. Ten rok nauczył mnie dużo o samej sobie i pokazał jaki jest mój największy problem. Wiele kobiet zmaga się z tym samym. Perfekcjonizm – tak tej bestii na imię.

Idealny tekst. Dla Ciebie

Dostaję dużo wiadomości z pytaniem kiedy napiszę tekst, kiedy pojawi się jakaś moja opinia lub po prostu prosicie mnie o wyrażenie zdania w określonej kwestii. Co wówczas robię? W urywkach czasu jaki poświęcam blogowaniu, oczywiście piszę. Problem w tym, że teksty trafiają do magicznego miejsca o nazwie „szkice” i czekają na dopracowanie.

Zawsze chcę dawać swoim Czytelnikom coś, czego nie będę się wstydzić. „Twarz ma się tylko jedną. Łatwo ją stracić”. Odkrywając dalej karty – dla mnie „nie wstydzić się” oznacza sprawdzenie źródeł, przeczytanie masy artykułów pokrewnych, dopracowanie tekstu, dopracowanie grafik (a tego się dopiero uczę), sprawdzenie literówek, ortografii, stylu. Chcę stworzyć coś dobrego. Problem w tym, że tworzenie „ideału” jest bardzo zgubne. Folder ze szkicami kwietnie – z powodu braku pomysłu na wykończenie tekstu, braku czasu, a czasami z powodu zniechęcenia tematem, a na blogu – cisza.

Zrobić krok naprzód

Dominika z bloga Domino zainspirowała mnie do przemyśleń w tym temacie.

„Jeśli zaczniemy wcielać w życie malutkie zmiany, może urosnąć z nich coś WIELKIEGO. Bo prawdą jest to, że wielka zmiana jest sumą innych mniejszych zmian.” ~ Domino

Nie osiągnę nic wielkiego bez prób, bez pokazywania Wam tego, co tworzę tylko dlatego, że w mojej ocenie nie jest to dość dobre. Nie chodzi tu o rezygnację z jakości, ale pójście dalej. Ruszenie się z miejsca. Założyłam bloga, by uczyć się pisania. Ta nauka to „suma małych kroków” w moim przypadku. Nie nauczę się niczego bez Waszego odzewu, opinii, głosu. Nie nauczę się niczego, kiedy teksty będą nadal w blogowej szufladzie.

Perfekcjonizm zabija pasję

Czas poświęcony na wyszukiwanie fotografii, podglądanie szablonów (bo może znajdę ładniejszy?), wertowanie zasad ortografii (tak! używam słowników) i tym samym niewielki produkt (jakim powiedzmy jest mój tekst), nie dają się połączyć znakiem równości. Praca wkładana w pisanie nie przynosi efektów. Dlaczego? Marnuję czas na swój perfekcjonizm i pedantyczne podejście. Dlatego na blogu jest niewiele tekstów, Wasz odzew jest mniejszy, a moja motywacja spada. I to bardzo.

Dla niewtajemniczonych – odzew Czytelników to taka zapłata dla blogera. Kupując „Gościa Niedzielnego” czy „Politykę” – dwa największe tygodniki opinii – płacisz złotówkami. Na blogach płaci się lajkami, share’ami, komentarzami. Dzięki temu ma się ochotę pisać dalej.

Perfekcjonizm i pedantyzm są skorupą, która nie pozwala się rozwijać. Traci, a dokładniej trawi się, czas na często nieistotnych sprawach.

W moim przypadku pisanie ma być odskocznią i przyjemnością. I chcę, aby tak zostało. Własnie dlatego uwolnię zakładników będących w szkicach i będę po prostu pisać. Sama też nie chcę być zakładnikiem „perfekcjonizmu”, „ideału”, „pedantyzmu”. Zapraszam, przyłącz się (podejmij wyzwanie!). Myślę, że wolność jest lżejsza i łatwiejsza. Na pewno bardziej twórcza i przyjemna.

Marlena Bessman-Paliwoda
marlena.bessman@gmail.com

Jeśli podoba Ci się tekst, podziel się nim ze znajomymi. Dla mnie to jak zapłata za moją pracę :) Dziękuję!

Follow
  • Pięknie napisałaś kochana. Oczywiście, ze wszystkim się zgadzam i podpisuje się obiema rękami. Mam przyjaciółkę która, również jest perfekcjonistką, i często utrudnia jej to życie. Na pewno polecę jej ten tekst. 😉 Chciałabym również wspomnieć, że jest mi niezwykle miło, iż mnie zacytowałaś ;))

  • W takim razie perfekcjonistką nie jestem 🙂 Albo z racji wykonywanego zawodu oduczyłam się sprawdzania wszystkiego po 5 razy. Piszę publikacje naukowe, prezentacje na wykłady, ćwiczenia, publikacje popularno – naukowe i teraz bloga… jeśli chciałabym wszystko sprawdzać po kilka razy to nic bym nie skończyła! A tak publikacje trafiają najpierw do recenzentów i oni mi napiszą (bardzo dokładnie zresztą :)) co napisałam źle, studenci też nie omieszkają wytknąć mi błędów które się zawsze pojawiają, choćbym nawet sprawdzała 100 razy, a teksty na bloga recenzuje mój M, który też jest surowym krytykiem 🙂 Dlatego piszę, czytam i puszczam w ruch… 🙂

  • Wydaje mi sie, ze to dosyc powszechna przypadlosc kobiet. Odnosze tresc tego posta nie tylko do bloga, ale rowniez do zycia. Wiele rzeczy mnie ominelo ze wzgledu na moj perfekcjonizm. Walcze z nim i powiem Ci, ze na przestrzeni lat widze spora poprawe. Czasami nie warto myslec o wszystkim po tysiac razy, ucze sie bycia spontaniczna.

    • Pewnie dlatego tak popularne są szkolenia dla kobiet, które jako cel mają „osłabienie” niepotrzebnego w wielu sferach życia perfekcjonizmu.

  • Też mam ten problem, chociaż nie aż w takim stopniu. Edycja tekstów często zajmuje mi więcej czasu niż ich pisanie… Jakość jest bardzo ważna, ale przecież literówka czy drobny błąd nie wpływają tak bardzo na jakość treści. Ciekawy wpis, powodzenia w dalszym blogowaniu 🙂

  • Perfekcjonizm jest wrogiem, oj tak… 🙂 Na szczęście u mnie przejawia się tylko w niektórych dziedzinach i powoli się go oduczam. 🙂 Im więcej się pisze, tym łatwiej to wszystko idzie. Odkąd piszę po 2 czy 3 teksty tygodniowo, jest mi w pewnym sensie prościej. Czytelnicy i tak zweryfikują, czy coś jest ciekawe. Poza tym przypomina mi się coś, o czym wiele blogerek pisze. Są takie teksty, nad którymi siedzisz niemal tygodniami, zastanawiasz się, dopracowujesz i dopieszczasz, a okazuje się, że przechodzą bez większego echa, w przeciwieństwie do wpisu, który powstał niemal w pół godziny, spontanicznie, albo niemal jako „zapchaj dziura” i ludzie się nim zachwycają… Różnie bywa. 🙂 Czasem te posty pisane szybciej, bez większej analizy, na świeżo, pod wpływem emocji są dużo lepsze. Mimo wszystko nie namawiam wcale do pośpiechu, wszystko zależy od tematu. 🙂

    • Popularność tekstów często mnie zaskakuje. Masz rację – Czytelnicy oceniają inaczej niż autorzy. Obiektywnie i praktycznie.

  • Mari

    Jak skomentował mój Mąż: oj tak…odwieczna prawda!
    Marlena – cieszę się,że jest u Ciebie motywacja do nauki pozbywania się perfekcjonizmu i..że dzięki temu podzielisz się z nami nowymi wpisami. To jest też nauka, która przyda się w życiu codziennym. Nauka dostrzegania potrzeb osoby obok nas, a nie bałaganu wokół nas.

    • Ostatnie zdanie jest szczególnie ważne dla młodych mam – coś w rodzaju – najpierw nakarm dzieci, a potem posprzątaj. 😉

  • Też gubię się w tym trochę. Myślę sobie: o chcę o tym napisać, ale najpierw poszukam, poczytam, popytam – chcę być dobrze przygotowana. I kilka miesięcy później tekst ciągle siedzi w szkicach.

  • Kinga Klejnowska (Stylistka)

    Ależ pięknie napisane… Będę Cię cytować: „odzew Czytelników to taka zapłata dla blogera” 🙂

  • Z perfekcjonizmem trzeba współpracować. Moim zdaniem idealnie albo jest teraz albo nigdy nie będzie 😉

    • Pozbywać całkowicie się go nie zamierzam. Raczej oswoić tak, by mi nie przeszkadzał w życiu.

  • Ja mam podobnie Wszystko musi być idealnie dopacowane nim wrzucę tekst na bloga. A potem i tak zdarza mi się jeszcze kilkakrotnie poprawiać. A w sieci jest tyle innych blogów, które nie oszukujmy się, ale są przeciętne, a mimo wszystko mają sporo czytelników. Bo przecież nikt nie jest idealny, a czytelnicy chcą autentyczności. W blogowaniu chodzi przede wszystkim, by dzielić się swoją pasją! 🙂

    • Na temat jakości blogów możemy porozmawiać przy herbacie. Co do autentyczności – masz rację – tylko ta cecha (perfekcjonizm) to część mnie, jakby nie było.

  • Idealnie opisałaś tę „zapłatę” blogową. Tak, jeśli pod tekstem nie ma dyskusji, to mam wrażenie, że piszę w pustkę albo popełniłem tak oczywisty tekst, że lepiej go skasować 🙂 Inna rzecz, że np. dla zachodnich wykładowców miarą dobrego wykładu jest właśnie dyskusja pod koniec i liczba pytań. Gdy zderzają się z polskimi studentami to bardzo drążą temat, dlaczego nie ma pytań, co było złego w ich wykładzie…

    • Czasami rozumiem brak dyskusji u mnie. To kwestia podejmowanej tematyki. Tutaj przeważają tematy osobiste (małżeństwo, wady, społeczeństwo) i często Czytelnicy przepracowują tekst w sobie (dają znać np. na maila).

  • Znam taką jedna perfekcjonistkę osobiście. Ale gdyby zdecydował się na bycie perfekcyjnym to nie wiem kiedy zdecydowałbym się na pisanie własnego bloga. Moim zdaniem perfekcjonizm przychodzi z czasem; wymaga poświęcenia, wielu prób i wielu błędów, ale dzięki temu czegoś się uczymy.

    • Z czasem przychodzi łatwość pisania, przelewania tego, co się myśli na papier lub po prostu odwaga do pisania tu i teraz. Perfekcjonizm może doskwierać od samego początku 🙂

  • Odrzucić perfekcjonizm i pisać na gorąco, pisać, pisać o jeszcze raz pisać, nie odkładać tekstów albo tematów na później tylko dzielić się nawet krótkimi myślami – taki mam teraz plan po kilku miesiącach blogowania.

  • Mi zdarza się poprawiać tekst nawet po publikacji 🙂

  • perfekcjonizm jak wszytko, ma plusy i minusy 🙂 grunt żeby nigdy nie przesadzać w którąś stronę- od perfekcjonizmu gorsza jest przesada zdecydowanie

  • IMOMO.pl

    Mam kolegę, który mówi „Może być perfekcyjnie, ale może też być wystarczająco dobrze”. Dla mnie brak literówek i błędów ortograficznych to „wystarczająco dobrze”, więc nie wyobrażam sobie, żeby tego nie sprawdzić… Z drugiej strony pisanie to proces tworzenia, a twórca chce być dumny ze swojego dzieła:) Jak we wszystkim: wszędzie chodzi o ten złoty środek, który każdy ma gdzieś indziej:) Maja

  • Myślę, że jestem na pograniczu perfekcjonizmu i pedantyzmu, choć uparcie się tego wypieram. Wiele osób twierdzi, że mi tego zazdrości. A ja wiem, że często te właśnie cechy tak samo upraszczają mi życie, jak i utrudniają normalne funkcjonowanie, zakłócają spokój duszy i zabijają kreatywność. Nie zawsze, ale zdarza się, więc muszę trzymać pion, kiedy te cechy próbują przesłonić mi obraz i wpływać na priorytety życiowe. Ogólnie wydaje mi się, że osobom perfekcyjnym jest nieco trudniej, bo zbyt dużą wagę przywiązują do danego działania tracąc czasem na to zbyt wiele czasu.

  • Czasami należy wręcz ryzykować i improwizować

  • Czytam Twój tekst i czuję, jakbym czytała o sobie. Ja też walczę ze swoim perfekcjonizmem. Bo on faktycznie ogranicza. I odbiera satysfakcję z tego co robimy. Ale da się nad nim zapanować. I zdecydowanie warto 🙂

  • Fajnie dostawać wiadomości od Czytelników – wiem to czasem nawet sama po sobie. Rzadko mam okazję czytać takie wiadomości, ale jak już są, to napawają pozytywną energią i dumą!
    Pasja zawsze jest najważniejsza.

  • Ja chyba na to cierpię… Szkiców mam już więcej niż opublikowanych wpisów, bo zawsze mi coś w nich nie pasuje… Muszę nad tym popracować, bo przecież nie wszystko musi być idealne!

  • ja juz chyba nauczylam sie odpuszczac, bo przeciez jest tyle innych fajnych rzeczy do zrobienia, zobaczenia, skads na to trezba brac czas, przy perfekcjonizmie/pedantyzmie tracimy go bardzo duzo. Podoba mi sie bardzo pojecie zaplaty dla blogera-komentarze, lajki….jakos nigdy nie patrzylam na to z tej strony, a przeciez to oczywista sprawa!!! i taka jeszcze jedna mysl- niedoskonale, niedopracowane, nieidealne…to kryje w sobie piekno, kusi bo….nie do konca jest dopowiedziane. pozdrawiam goraco!!!
    swietny tekst!!!

  • Oj, o perfekcjonizmie mogłabym pisać długo i namiętnie 😉 Zacznę zatem od tego: mam na imię Jadwiga i od 2 lat jestem na odwyku od perfekcjonizmu 😉 Droga, którą już pokonałam i na której wciąż jestem, stała się inspiracją do stworzenia warsztatów z tej tematyki („Nie musisz być najlepszy! Odwyk(nąć) od perfekcjonizmu”).

    Warto pamiętać, że perfekcjonizm nie zawsze jest zły. Alfred Adler – austriacki psychologi i psychiatra, twórca psychologii indywidualnej, zaproponował podział na perfekcjonizm zdrowy i niezdrowy. Perfekcjonista zdrowy jest sumienny, wyznacza sobie cele ambitne, jednak mieszczące się w ramach jego możliwości, porażki traktuje jako naukę na przyszłość. Natomiast perfekcjonista niezdrowy sumienność zastępuje nadmierną kontrolą, cele stawia poza możliwościami, by potwierdzić swoją wizję świata, w którym jest do niczego i musi być wciąż coraz lepszy, a porażkę traktuje personalnie, gdyż ma trudność z oddzieleniem siebie od swoich działań. Mówimy tu o mechanizmach i przekonaniach przyswojonych w trakcie socjalizacji i „standardowej” edukacji. Najgorsze w tym jest to, że perfekcjoniści często nawet nie wiedzą, skąd wziął się w nich perfekcjonizm a bez poznania genezy trudno dobrać odpowiednie narzędzia. Natomiast warto pracować nad niezdrowym perfekcjonizmem, bo można odzyskać mnóstwo czasu i energii marnotrawionych dotąd na tzw. „pierdolety” 😉 A to prowadzi do uwolnienia wewnętrznego potencjału. Nie byłoby Laboratorium Zmieniacza a ja nigdy nie poprowadziłabym żadnych zajęć, gdyby nie pójście na odwyk od perfekcjonizmu 😉

    • Ostatecznie perfekcjonizm wyszedł Ci na dobre:). Jesteś ekspertem w temacie:). A czy perfekcjonizm może być złożony? Chodzi mi o to, czy można być perfekcjonistą zdrowym w kwestii A, zaś niezdrowym w kwestii B?

      • Tak, można powiedzieć, że mi się przysłużył, choć większa w tym rola pracy nad nim niż samego perfekcjonizmu 😉

        Perfekcjonizm może dotyczyć wybranych obszarów życia. Rzadko jest tak, że ktoś jest perfekcjonistą w pracy, w związku, w relacjach z innymi, w kwestii porządku, kontroli czy dokładności w każdej dziedzinie swojej działalności i życia. Niektórzy perfekcjoniści trzymają sobie nawet jakiś obszar „wolny od perfekcjonizmu” i traktują go jako dowód na to, że nie mają problemu. Na przykład mówią: „Żaden ze mnie perfekcjonista, zobacz jaki mam bałagan w domu!”. I rzeczywiście nie dbają o porządek. Ale już nie wspominają wtedy o tym, że np. nie znoszą pracy zespołowej, bo boją się że inni członkowie zespołu wykonają swoje zadania poniżej jego standardów (czytaj: źle), więc siedzą po godzinach i wyręczają innych w ich pracy. Perfekcjonizm jest zdecydowanie złożonym zjawiskiem. Powoli zaczyna się już nawet rozpatrywać niezdrowy perfekcjonizm jako oddzielną jednostkę chorobową. Ale tu mówimy już o poważnych zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych.

  • Znam tę boleść doskonale. Nie chodzi jedynie o bloga, ale w zasadzie o wszystko co robię. Zdjęcia, malowanie, gotowanie, planowanie. A zwłaszcza te dwa pierwsze, czasami tak długo się noszę z zamiarem, dopracowuję w głowie projekt, że nic z niego nie wychodzi. Niestety. Jasne, że uczę się odpuszczać i działać, mino lęku, że nie wyjdzie tak jak bym chciała – bo nie oszukujmy się, rzadko kiedy jest idealnie.
    Ale nauczyłam się też jednego – więcej uczę się z niedoskonałości niż z ideału 😉

Wysyłaj mi newsletter (możesz zrezygnować kiedy chcesz).

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci Wyzwanie "Czułe gesty" :)

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci kurs sympatii na Twojego maila :)

email marketing powered by FreshMail
 

Zapisz się na mój newsletter:

email marketing powered by FreshMail