Czy dziecko to koniec życia? | MamySie.pl
755
post-template-default,single,single-post,postid-755,single-format-standard,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,columns-4,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive

Projekt: dziecko. Koniec życia?

O tym dlaczego warto mieć dziecko (a nawet dzieci), nie słuchać wszystkich rad i pozwalać dziecku na gotowanie żabiego skrzeku i wykradanie jaj z kurnika.

Huragan Ksawery

Przepraszam, chyba rodzę. Mogę już zadzwonić po męża? Tymi słowami obudziłam położną, która nie była z tego powodu tak zadowolona jak ja (nareszcie! 2 tygodnie po terminie moja słoniowa ciąża się zakończy!). Tak oto po kilku godzinach od powyższych słów, moje stare życie przestało istnieć. Moje i mojego Męża. Oto wielki krzyk nam obwieścił: Oto jestem! Za oknem szalał huragan Ksawery. Na oddziale także huragan – w postaci mojego syna.

Krzyk to mało powiedziane. Nasz syn zyskał pseudonim Dzik, a ja: mama Dzika (urokliwe, doprawdy). Pielęgniarki zarysowały mi jego charakter: temperamentny, on to cały czas będzie przy mamusi. Będzie musiał dostać to, co chce. Ot, jakie dziecko! Takiego u nas nie było. Nawet nie płacze jak noworodek, tylko jak duże dziecko. Przyznam, że były to jedne z trudniejszych dni mojego życia (poród milej wspominam). Nauka karmienia (jeśli ktoś nie dopchał się w tych dniach do Matki Bożej Karmiącej, to przepraszam, to ja blokowałam łącze). Nie tak się  trzyma pierś, kto panią tego uczył? (pielęgniarka, która była tu przed panią?) spadek hormonów, lampy jak w laboratorium. Kiedy udało mi się Franka utulić (nadzieja na chwile odpoczynku), do sali wchodziła pielęgniarka włączając te wszystkie lampy kwoki i…krzyk. 6 grudnia spadł śnieg, a my, na całe szczęście, wróciliśmy do domu.

Położyłam tą kruszynę na kanapie (która wówczas wydała mi się gigantyczna) i zamarłam. Co ja mam robić z tym człowiekiem? Jego życie zależy teraz ode mnie. Po kilku miesiącach Luby powiedział tylko: – Bałaś się wtedy, prawda? – A Ty nie? Pewnie, że się bałam. – Ja też.

Dziecko to nie jest koniec życia.

Obrona pracy doktorskiej pt. „Dziecko”

Płacze, bo pewnie coś zjadłaś. Co jadłaś? Pewnie jakieś ciastko? Nie, naprawdę nie. (Nic nie jadłam. Od chleba płacze?) Po urodzeniu Nowego Człowieka czułam się jak na egzaminie (we własnym domu, całą dobę). Nie dość, że  pojęcia nie miałam co mam począć z tym mikro-człowiekiem to jeszcze musiałam wiedzieć, co odpowiedzieć na pytania cioć, wujków, sąsiadów, księdza proboszcza, listonosza. Nie karm go trzymając na rękach. Bo się przyzwyczai. On śpi z Wami? Nie macie łóżeczka? (przed wyjazdem na studia na pewno wyprowadzi się z naszego łóżka, spokojnie). No cóż… przyjęłam w końcu strategię – nie mów, co myślisz, mów, co chcą usłyszeć (mama zdradziła mi ten sekret). Postanowiłam zaufać samej sobie i uczyć się swojego dziecka. Słucham innych, ale wyciągam od nich to, co dla nas ważne i dobre.

Dlaczego pozwolę synowi na gotowanie żabiego skrzeku

Może pomyślicie, że to dziwne, ale jak Nowy Człowiek miał 7 miesięcy kupiłam kalosze. Jako mama muszę być przygotowana. A tak szczerze, to jako dziecko zawsze marzyłam, aby chodzić po kałużach. Kiedyś nawet zdobyłam się na złamanie rodzinnego zakazu pod tytułem nie chodź po kałużach, bo zachorujesz i z namaszczeniem szłam wolnym krokiem po wodzie (może nawet kilka razy). Zimna woda wlewała mi się po trosze do butów, ale zawzięcie szłam dalej. Zastanawiałam się już wtedy jak wyjaśnię wodę, buty, skarpety i może przeziębienie. Ale… Jaka to przyjemność chodzić po kałużach! Ad rem – do rzeczy Kobieto! Kupiłam kalosze i mam nadzieję, że już wiosną będę uczyć Nowego Człowieka co to znaczy chodzić po wodzie w ludzkim wydaniu. Pokażę mu też jak robi się domy z koców i nakryć wszelkiej maści. Zabawa w błocie to też punkt obowiązkowy. Ja będę lepić gołąbki (uwaga przepis: bierzesz kulkę błota, formujesz w dłoniach – kotlet gotowy, zawijasz w liść – gołąbek gotowy. Kunszt kulinarii to to nie jest, ale jakiegoś pojęcia o gotowaniu uczy. U mnie to pojęcie jakoś szczególnie się od dzieciństwa nie rozwinęło). Nowy Człowiek pewnie będzie wygrzebywał w błocie drogi dla samochodów… cóż, jak będzie wolał. W dzieciństwie wykradaliśmy z bratem mamie jajka z kurnika i robiliśmy ciasta z jajek, mąki (piasek), proszku do pieczenia (piasek), mleka (woda). Czego nam brakowało do ciasta, to woda i piasek, wiadomo. Mamie też brakowało – ale jajek. Nie zdradzę tej techniki Frankowi, liczę, że sam się domyśli. Tylko gdzie on kurnik znajdzie?

Dziecko daje możliwość zobaczenia starych spraw na nowo.

Gotowaliśmy też z bratem żabi skrzek. Z piwnicy wykradaliśmy zapałki (Mamo, jeśli to czytasz: tak, to my byliśmy sprawcami deficytu zapałkowego w postaci -2 pudełka miesięcznie). Mieliśmy kryjówkę na łące. Tam, w garnku z garścią żabiego skrzeku wyciągniętego ze strumienia, po cichu sprawdzaliśmy co to znaczy natura (tu dodam: nie gotujcie żabiego skrzeku. Strasznie… wybaczcie: śmierdzi). Byłam pojętnym uczniem z biologii. Może z powodu moich eksperymentów ze skrzekiem, byłam tak zawiedziona w 5 klasie, że nie będziemy rozcinali żab, żeby zobaczyć co mają w środku.

Dziecko to szansa na ponowne
dziwienie się światem
i stawianie pytań tak prostych,
że dla nas, dorosłych,
zbyt trudnych.

Cieszę się z gotowania skrzeku, błota i kałuż (potajemnych wypraw na mini-bagna też, wybacz mamo). To skarby mojego dzieciństwa. Nawet wspomnienie smaku chipsów i gum kulek, na które musieliśmy z bratem odkładać nasze grosiaki nie cieszą mnie teraz tak, jak ten skrzek i błoto. I taką radość dzieciństwa chcę pokazać Nowemu Człowiekowi. Na taką radość chcę mu pozwolić. Nowy Człowiek – Franciszek Ksawery – nie po papieżu Franciszku i huraganie. Po Franciszku tym z Asyżu, i tym z Nawarry. Od dziś, jednoroczny chłopiec.

Dziecko to koniec starego życia, ale początek czegoś zupełnie nowego. Każde dziecko to filozof, bo nie boi się pytać. Szkoda, że się z tego wyrasta. Przede mną wielka szansa na ponowne dziwienie się światem i stawianie pytań tak prostych, że dla nas, dorosłych, zbyt trudnych. To będzie czas na ponowne dziwienie się skrzekiem, mrówkami i tym, że niebo, które widzę już tyle lat, jest niebieskie.

Na pytanie czy żałuję, że porzuciłam wielki świat dla macierzyństwa, odpowiadam: Nie. Mam dziecko, bo podejmuję się projektów wyłącznie wymagających i wartościowych. Ot, co!:)

Jakie jest Twoje spojrzenie na kwestię posiadania dzieci? Czy widzisz w rodzicielstwie możliwość rozwoju? Jakie dzieciństwo chcesz zapewnić swoim pociechom? I na koniec…wykradaliście jajka?:)

Marlena Bessman-Paliwoda
marlena.bessman@gmail.com

Jeśli podoba Ci się tekst, podziel się nim ze znajomymi. Dla mnie to jak zapłata za moją pracę :) Dziękuję!

Follow
  • Wartościowy tekst. Pełna zgoda, że dzieci to filozofowie, a my dorośli nie potrafimy się dziwić temu jaki świat jest zaskakujący przez samo to, że jest.

  • Mat

    Jak się nie ma styczności z dziećmi przez długi czas, człowiekowi zdarza się zapomnieć, jak to jest być dzieckiem, wciąga go dorosłe życie, rzeczywistość wymagająca myślenia o poważnych sprawach. Problemy, radości, zdziwienia, zabawy Małego Człowieka z czasem wydają się nam obce. Trzeba zachować pamięć o naszym dzieciństwie,o tym co my przeżywaliśmy, co lubiliśmy, co najmilej wspominamy i nie pozbawiać tego swojego dziecka, a nawet pokazywać Mu różne rzeczy 🙂 Trzeba obudzić dziecko, które jest w każdym z nas. Ludzie przy dzieciach się zmieniają, bo często przypominają sobie o tym wewnętrznym dziecku- stają się łagodniejsi, na nowo uczą się dziwić i zachwycać światem. 🙂 I to jest piękne. 🙂
    Franek obudził to dziecko we mnie, dziękuję. 🙂

    • Zbierasz z namaszczeniem paprochy z podłogi i przyglądasz im się z nieukrywaną ciekawością? 🙂 Tak, to piękne 🙂

  • Jaką Ty jesteś fajną mamą 🙂

    • Czasami myślę, że bliżej mi do dziecka niż do mamy. 🙂 Dziękuję!

  • Bardzo mi się podoba Twój sposób postrzegania macierzyństwa jako szansy ponownego zadziwienia się światem i odkrywania jego cudów na nowo.
    Ja od niedawna mam też taką szansę i postaram się jej nie zmarnować 😀

    • Powodzenia zatem! Same chęci to już połowa sukcesu 🙂

  • Pingback: Księga wymagającego dziecka - Mamy się - Tematy, od których zależą losy świata.()

  • Pingback: Można rodzić po ludzku - Mamy się - Małżeństwo, rodzina, wartości()

  • Marleno, tekst jest cu-do-wny! Naprawdę perła :)! Wiesz, że ja też wykradałam jajka – tylko z kuzynem, nie mam brata :). I cioci wykradaliśmy… Jak się wydało, to moja mama, i mama Piotrka (kuzyna) musiały kilka jajek oddać. Ale nie było awantury, więc chyba też dały się ponieść temu szaleństwu naszego dzieciństwa… No i przypomniałaś mi, jak wpadłam w nowiuśkich trampkach do błota na tzw. borach. A wiesz, co to były takie trampki w latach 80.?! W każdym razie ciekawe jest to, że tym wpisem trafiłaś do mnie dzisiaj, gdy świętuję swoje 7 lat macierzyństwa, bo moja pierworodna ma dzisiaj urodziny. Znów synchroniczność?! Trochę nie chce mi się wierzyć, no ale tak to wygląda! Uściski dla Was!

    • Moniko,
      Najlepsze życzenia dla Was! Dzień wcześniej wróciłam do tego tekstu i miałam Ci go po prostu przesłać. Nadarzyła się okazja odnośnie Twojego pytania. Zabawne to, ale miłe 🙂

  • Nie mogę się doczekać!

    • Jest czego (i kogo)! W dodatku bezkarnie można z dzieckiem dziecięce marzenia (także swoje) spełniać 🙂

  • Sonia

    Wspaniała <3

Wysyłaj mi newsletter (możesz zrezygnować kiedy chcesz).

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci Wyzwanie "Czułe gesty" :)

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci kurs sympatii na Twojego maila :)

email marketing powered by FreshMail
 

Zapisz się na mój newsletter:

email marketing powered by FreshMail