"Trzeba żyć tu i teraz. W rzeczywistości, którą mamy" - wywiad
15537
post-template-default,single,single-post,postid-15537,single-format-standard,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,columns-4,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive
Trzeba żyć tu i teraz.

„Trzeba żyć tu i teraz. W rzeczywistości, jaką mamy.” – wywiad z Elą Juchno

Wiecie, że warto żyć tu i teraz? Cieszyć się chwilami, które trwają? Pewnie, że wiecie! Temat uważności jest coraz głośniejszy, ale za mało się o niej mówi w kontekście relacji w małżeństwie. Moja rozmówczyni, Ela Juchno zachęca, aby żyć tą rzeczywistością, którą mamy. Jest szczera do bólu. Zapraszam na kolejny „Wywiad małżeński”. 

1 | Marlena: Elu, macie troje dzieci. Jak rodzicielstwo wpłynęło na Waszą relację w małżeństwie?

Ela: Rodzicielstwo to jeden z najcudowniejszych stanów jaki znamy, ale też najbardziej czasochłonny i „wykańczający”. Nasz świat wywrócił się do góry nogami po przyjściu na świat naszego trzeciego dziecka. Ciągłe zmęczenie, niewyspanie, natłok obowiązków, mieszkanie zagranicą, brak pomocy. Wszystko to zrobiło swoje. Poczuliśmy, że dalej nie damy rady. Tutaj pojawił się kryzys, który udało nam się wspólnymi siłami pokonać. Nie warto poddawać się przy pierwszym zawirowaniu życiowym, rzucać wszystko i uciekać. Warto walczyć o swoją rodzinę, bo ona jest najważniejsza.

Dzięki rodzicielstwu i przyjęciu nowych ról na siebie dojrzeliśmy i złagodnieliśmy. Trochę to trwało, ale dzieci są świetnymi nauczycielami. Powinniśmy się od nich uczyć ich podejścia do życia.

 2 | Marlena: Jak łączysz bycie mamą z byciem żoną? Nie ma tu u Ciebie zgrzytu tych dwóch ról?

Połączenie macierzyństwa z byciem żoną wcale nie jest łatwą sprawą. Popełniłam błąd, który zapewne popełnia wiele mam: postawiłam dzieci na pierwszym miejscu i na inne rzeczy brakowało niejednokrotnie sił. Z czasem zauważyłam, że coś tutaj nie gra. Postanowiłam to odwrócić i na pierwszym miejscu postawić małżeństwo. Nie zawsze mi się to udaje, bo dzieci zabierają bardzo dużo mojego czasu i energii. Jednak mam świadomość tego, że za kilka lat dzieci wyfruną z gniazda, a my zostaniemy sami. Nie chciałabym odkryć wtedy, że mieszkam z obcym mężczyzną, o którym nic nie wiem. Uczę się pewne rzeczy odpuszczać, chociażby prasuję minimalną ilość rzeczy – te które tego koniecznie wymagają (jak w Twoim tekście o randkowaniu, kiedy jest się rodzicami). Nie wpadam w furię na widok okruszków na dywanie czy póki coś widać przez okna one nie muszą być koniecznie umyte. Na emeryturze zadbam o idealny porządek.

W małżeństwie żyjmy tu i teraz, w tej rzeczywistości jaką mamy.

3 | Marlena: Dokładnie! Czyste okna nie zastąpią nam dobrych relacji. Powiedz nam jeszcze, Elu w jaki sposób godzicie pracę, obowiązki domowe z pielęgnowaniem waszej więzi?

W tej kwestii mamy jeszcze wiele do przepracowania.

Mieszkanie zagranicą, trójka dzieci i brak kogokolwiek do pomocy nie sprzyja pielęgnowaniu więzi. Bardzo często wieczorami gdy dzieci pójdą spać, jesteśmy tak zmęczeni, że jedyne co nam przychodzi do głowy to… pójście się położyć. Trochę lepiej jest w weekendy, kiedy udaje nam się od czasu do czasu wspólnie obejrzeć film lub zagrać w scrabble.

Lubimy wyjazdy do Polski gdzie dzieci zostają pod opieką dziadków, a my możemy wyjechać sami na 2-3 dni lub pójść na spacer lub do pobliskiej pizzerii. To jest nasz czas, kiedy doładowujemy swoje akumulatory i cieszymy się swoją obecnością. Zmęczenie i stres codzienności mija, a my bez pośpiechu możemy ze sobą porozmawiać.

4 | Marlena: Wspominałaś, że po narodzinach trzeciego dziecka mieliście kryzys. Jak sobie z nim poradziliście?

Tak. Stres, natłok obowiązków i wiele innych rzeczy spowodowało, że straciliśmy „wspólny język”. To był trudny czas dla naszego małżeństwa. Oboje musieliśmy wtedy dużo przemyśleć i przewartościować nasze priorytety. Udało się dzięki cierpliwości obojga stron. Postanowiliśmy zacząć od nowa scalać naszą rodzinę. Udało się, za co jesteśmy bardzo wdzięczni Bogu. Dużą zasługę miała w tej zmianie wdzięczność. Zaczęliśmy dostrzegać w sobie i w dzieciach tylko te pozytywne rzeczy. Wdzięczność ma ogromną moc.

5 | Marlena: Siłę wdzięczności widzę szczególnie po zaproponowaniu wyzwania „Małżeński słoik wdzięczności”. Zbudowana jestem bardzo efektami, o których piszą żony w małżeńskiej grupie. W grupie wymieniamy się twórczymi sposobami na codzienne życie. Macie jakieś swoje sposoby?

Kolejne trudne pytanie. Cały czas nad tym pracujemy, chociaż nie jest to regularne. Staramy się chociaż w jeden wieczór w tygodniu wspólnie obejrzeć jakiś wartościowy film lub zagrać w scrabble. Od czasu do czasu wspólnie też coś pichcimy (np. pizzę), ale tutaj pomagają nam dzieci. Wspólnie też całą piątką podróżujemy, zwiedzając Irlandię. Zdecydowanie bardziej kreatywni jesteśmy w wakacje, gdy spędzamy urlop w Polsce. Mamy wtedy zdecydowanie więcej czasu dla siebie nawzajem. Oby takich chwil było jak najwięcej.

Małżeństwo na emigracji może żyć tu i teraz.

6 | Marlena: Tego Wam życzę. Elu, na koniec: czego nauczyło Cię małżeństwo?

Przede wszystkim nauczyło nas współdziałania i kompromisów.

Po tylu latach spędzonych wspólnie wiemy, że nie warto uparcie stać przy swoim zdaniu. Warto rozmawiać i szukać wspólnych rozwiązań dobrych dla obu stron. Natomiast jeżeli chodzi o współdziałanie, to ważne jest, aby w najtrudniejszych chwilach przez które przechodzi rodzina, łączyć siły i wspólnie stawiać czoło kłopotom i problemom.

Również uśmiech, którym obdarzamy współmałżonka i dobre słowo potrafią zdziałać cuda. Nie warto tracić czasu na żale i rozpamiętywanie przeszłości. Trzeba żyć tu i teraz. W rzeczywistości, którą mamy.

Marlena: Dokładnie! Łapmy czas, który mamy tu i teraz, a nie ten, który nam się marzy w „świętym nigdy”. Dziękuję za rozmowę. 🙂

Tomek i Ela są razem od 18 lat, jako mąż i żona od 12. Mają trójkę wspaniałych dzieci (11, 8 i 3 lata). Od kilku lat mieszkają w Irlandii, gdzie poznali zarówno blaski, jak i cienie emigracji. Oboje są nauczycielami i przez kilka ostatnich lat pracowali w Sobotniej Polskiej Szkole.Tomek jest zapalonym koszykarzem, a Ela od kilku lat prowadzi blog Mądre Dziecko. Ostatnio rozpoczęła również tworzenie kursów online.

Udaje Ci się łapać czas „tu i teraz”? Żyjesz teraźniejszością czy cały czas zamartwiasz się o jutro? A może żyjesz marzeniami, których…nie realizujesz?
Marlena Bessman-Paliwoda
marlena.bessman@gmail.com

Jeśli podoba Ci się tekst, podziel się nim ze znajomymi. Dla mnie to jak zapłata za moją pracę :) Dziękuję!

Follow
  • Niestety, jestem z tych zamartwiajacych sie realistek…Kiedys marzylam o duzej rodzinie, ale mierze zamiar podług sil. Zwlaszcza, ze trzecie dziecko pociągnęłoby za soba konieczność zmiany mieszkania, samochodu, powrot do chaosu, z ktorego ledwo wychodzimy teraz odbudowujac relacje po drugim:( czuje, ze dwojke jestem w stanie ogarnac, trójkę bez pomocy nie. Myslalam, ze moze wieksza roznica wieku, ale u Eli widze byla spora i tez nie pomogło;) Tlumacze sobie, ze Bog dal nam wolność w tych decyzjach, nie kazdy ma predyspozycje do wielodzietnosci, niemniej czuje sie winna, ze nie umiem sie tak do cna poswiecic i zrezygnowac z resztek wlasnej wygody i czasu dla siebie w malzenstwie…

Wysyłaj mi newsletter (możesz zrezygnować kiedy chcesz).

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci Wyzwanie "Czułe gesty" :)

email marketing powered by FreshMail
 

Wyślę Ci kurs sympatii na Twojego maila :)

email marketing powered by FreshMail
 

Zapisz się na mój newsletter:

email marketing powered by FreshMail